"Na południe od granicy, na zachód od słońca" Haruki Murakami

6.5.15



Autor: Haruki Murakami
Tytuł: Na południe od granicy, na zachód od słońca
Oryginalny tytuł japoński: Kokkyō-no minami, taiyō-no nishi
Oryginalny tytuł angielski: South of the Border, West of the Sun
Data wydania oryginału: 1992, Japonia
Data wydania w Polsce: 2009 – wydanie recenzowane
Przekład z angielskiego: Aldona Możdżyńska
Wydawnictwo: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA
Liczba stron: 230





„Wydawało nam się, że wiele wspólnie zbudowaliśmy, ale nie udało nam się osiągnąć ani jednej rzeczy. Byliśmy zbyt szczęśliwi”.

Książka H. Murakamiego opowiada w głównej mierze o… rzeczach stałych i przemijających. Gdzieś wśród tego wszystkiego jest pierwsza miłość – pielęgnowana aż do dorosłości, prawdziwa miłość, dojrzewanie, błędy przeszłości, ból, smutek. Mówiąc prosto i bez owijania: jest to książka o ludzkim życiu.
Hajime – główny bohater książki – opisuje swoje życie z perspektywy czasu i prawdopodobnie właśnie to jest ujmujące w tej lekturze. Analizuje swoje zachowanie i zauważa błędy młodości. Mieszkał w małym miasteczku i był jedynakiem, co na tamte standardy japońskich rodzin było rzadkim zjawiskiem – zwykle rodziny miały dwoje lub troje dzieci, a jedynacy i wielodzietne rodziny były prawdziwą rzadkością. W miasteczku pojawiła się nowa dziewczyna, także jedynaczka, z którą chodził do jednej klasy i mieszkali blisko siebie. Dość szybko się zaprzyjaźnili, chociaż nie była to zwykła przyjaźń. Shimamoto miała wadę w nodze, przez co utykała – nie mogła więc jeździć na wycieczki, biegać czy pływać, a co później okazało się czymś, czego nieświadomie wyszukiwał w innych kobietach. Znaleźli jednak wspólny język i najpierw połączył ich brak rodzeństwa. W książce przewija się wątek muzyki klasycznej i jazzu, bo zarówno Hajime jak i Shimamoto takiej słuchali i była to kolejna rzecz, jaka ich łączyła. Ale nic nie trwa wiecznie. Hajime przeprowadził się do innego miasta, a jego kontakt z Shimamoto się urwał, chociaż wielokrotnie o niej myślał.

„Nie rozumiałem, że mogę skrzywdzić kogoś tak straszliwie, że osoba ta już nigdy nie dojdzie do siebie. Że można, po prostu żyjąc, zranić inną istotę tak bardzo, że ta rana już nigdy się nie zagoi”.

W liceum umawiał się z Izumi – kolejnym ważnym elementem w jego życiu. Okazał się jednak typowym nastoletnim chłopcem i zrobił to, co każdy inny – zranił ją. Haruki Murakami opisuje jego lata na studiach, a potem 8 pustych lat. I wtedy w jego życiu pojawiła się Yukiko, która zmieniła wszystko, a może raczej większość, bo przez te wszystkie lata nigdy nie zapomniał o Shimamoto i często o niej myślał. Miał żonę, dwójkę dzieci i dwa świetnie działające bary jazzowe. I wtedy znowu pojawia się Shimamoto, mieszając jego spokój. Wszystko zaczyna do niego wracać, ale kobieta co chwilę gdzieś znika, umyka mu.

„Wszyscy ciągle znikają. Niektóre rzeczy nagle przestają istnieć, jakby zostały odcięte. Inne powoli rozpływają się jak mgła. I zostaje tylko pustynia”.

W opisie na tyle okładki mamy słowa „To piękna opowieść o niespełnionej miłości i pogoni za nieosiągalnym ideałem”. Murakami pokazuje nam kilka rodzajów miłości, tą pierwszą, nieodwzajemnioną, niespełnioną…
Na samym początku wspomniałam, że to opowieść o rzeczach stałych i przemijających. Stała była miłość Hajime do Shimamoto, a także to, co trzymało go przy Yukiko; przemijające wszystko inne – lata jego młodości, związki…

„Obietnice – nawet te niezobowiązujące – zostają człowiekowi w pamięci”.

Aby zrozumieć ból i smutek, a także piękno tej książki, trzeba znaleźć chwilę czasu i miejsce, w którym nic nie będzie nam przeszkadzało. W niektórych momentach Murakami zmusza nas do zastanowienia się nad niektórymi sprawami. Kilkakrotnie podczas lektury w pewien sposób się „zawieszałam” i nic do mnie nie docierało. Czasem w mojej głowie pojawiło się jakieś wspomnienie, zupełnie znienacka – i zaczynałam je interpretować, myśleć, czy zachowałam się dobrze, czy wręcz zraniłam kogoś nieświadomie.
Murakami z precyzją mistrza przeplata te gorzkie momenty z nostalgicznymi, smutne z radosnymi. Dociąga wszystkie wątki do końca, nawet te, które pojawiły się na chwilę i wydawać by się mogło, że skoro są nie istotne, to można o nich zapomnieć.
Jestem wielką fanką Japonii, jej kultury i obyczajów i to była w zasadzie druga rzecz, która ujęła mnie w tej książce – pierwszą była narracja Hajime z perspektywy czasu, o czym już wspominałam. Murakami nie przytłacza nas bezsensownymi informacjami o Japonii, co to to nie. Wszystkie wzmianki są subtelne.
I chociaż z początku byłam zmuszona przeczytać tę książkę, ponieważ była moją lekturą na ostatnie spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, już po kilkunastu stronach czułam, że to wcale nie będzie „zmuszanie się” do czytania, lecz czysta przyjemność płynąca z samego trzymania w dłoniach takiego cudeńka. I chociaż mogłoby się wydawać, że Na południe od granicy, na zachód od słońca jest typową obyczajówką na zasadzie „mam żonę, dzieci i dobrą pracę – jestem szczęśliwy”, jest to coś zupełnie odwrotnego. Zakończenie historii Hajimego jest zaskakujące, ale z drugiej strony tak bardzo przewidywalne.
A co jest na południe od granicy i na zachód od słońca? Musisz sam przeczytać, a ja powiem jedynie, że warto.

Ocena: 9/10

[Miałam nieodpartą ochotę dać Murakamiemu tę dyszkę, ale po lekturze Miasteczka Salem S.Kinga oraz Hopeless i Losing hope C.Hoover, moje dotychczasowe standardy uległy zmianie i zapewne minie sporo czasu, zanim jeszcze jakiejś książce nadam tytuł jednej z moich ulubionych i tych, które oceniam 11/10. ;)]


Powyższa recenzja pierwotnie została napisana na potrzeby DKK <link>, później została przerobiona i wysłana jako recenzja na staż do IS i chociaż ze stażu zrezygnowałam, z powodu nadużycia jednej z administratorek swoich praw i ingerencji w mój tekst, usunęłam recenzję z ich bloga, a administracja dodała ją ponownie i twierdzi, że tekst należy do nich, nie do mnie. No cóż, naprawdę nie wiem, jak skomentować takie zachowanie... Właściwie szkoda słów. 

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Kiedyś gdzieś przeleciał mi tytuł tej książki. Chciałam ją przeczytać, jednak niezbyt trudziłam się, żeby ją odnaleźć. Teraz wiem, jaki błąd popełniłam. Czuję, że to książka wyjątkowa. :-)
    A co do zachowania redakcji - jestem oburzona! To chamstwo i spokojnie mogłabyś dochodzić swoich praw z pomocą np. Policji (ale wszyscy wiemy, jak działa ten organ w naszym kraju). Ale wiesz, co myślę? Twoja recenzja jest na tyle dobra, że chcą ją za wszelką cenę mieć u siebie. ;-)
    Antosia czyta

    OdpowiedzUsuń

Subscribe