"Collide" Gail McHugh

26.3.16




Tytuł: Collide
Autor: Gail McHugh
Oryginalny tytuł: Collide
Przekład: Anna Dorota Kamińska
Data wydania: 2015
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 370



Piękna dziewczyna, dwóch przystojnych i bogatych mężczyzn i nieokiełznane pożądanie – odjąć trójkąt miłosny i wypisz, wymaluj 50 twarzy Greya.





Do przeczytania Collide zachęciły mnie pozytywne recenzje – nie natknęłam się na żadną złą, dlatego przy czytaniu nasuwały mi się myśli: czy ja aby na pewno czytam tę samą książkę? Collide opowiada – typową – historię Emily, która jest – a jakże – rozdarta między miłością (a raczej powiedziałabym przywiązaniem) do Dillona, a fascynacją i dopiero rodzącą się miłością do Gavina. Oczywiście jest również szalona przyjaciółka, która nie przepada za Dillonem i zamiast pomóc bohaterce, wygłasza mądrości typu „zrób co uważasz, chcę abyś była szczęśliwa”.
Zastanawiam się ostatnio, czy współczesne autorki naprawdę nie mają własnych pomysłów, że powielają wciąż te same, czy po prostu chcą zabłysnąć i idą z aktualną modą. Teraz gdzie nie spojrzę, tam historia z obowiązkowymi: seksownym bohaterem, piękną i uroczą bohaterką (oboje bez wad), seksem co dwa rozdziały i bogactwem (bo bohater jest szefem wielkiej korporacji, czy cokolwiek takiego). Szczerze mam dość takiej fabuły. I nie wiem, po co próbuję ją czytać – dobra, wiem, bo mam ogromną nadzieję, że w końcu natknę się na coś naprawdę dobrego, ale na to się chyba nie zapowiada.
Cały ten typowy schemat dałoby się przeżyć, gdyby nie styl autorki i płytcy bohaterowie. Zdania są do bólu proste, momentami wręcz śmieszne (gdy zbyt wesoła narracja nie pasuje do powagi sytuacji), a sceny seksu, jakie się pojawiają, są na żałosnym poziomie pod względem ich opisu. Chciałabym powiedzieć, że są ucztą dla zmysłów, ale przy ich czytaniu w kółko wywracałam oczami i przerzucałam strony, aby jak najszybciej przejść dalej.
Kreację Dillona autorka skiepściła już na początku. Od pierwszych stron przedstawiła go jako drania, dupka i... jeszcze więcej ordynarnych określeń. To wrażenie potwierdza też opinia przyjaciółki Emily o jej chłopaku. Ostatnio popularnym zjawiskiem we współczesnych powieściach jest irytująca, głupia bohaterka, której nikt nie lubi. Tutaj takim bohaterem jest Dillon – przez taką a nie inną kreację nie byłam w stanie go polubić. Emily natomiast – oprócz typowego nie wiem, co zrobić – była przedstawiona jako zraniona kobieta, co miało pewnie wywoływać litość, a wywoływało jedynie irytację. Jedyną postacią, jaka przypadła mi jako tako do gustu, był Gavin. Jako jedyny wydawał się silny i wiedział, co chciał. Stawiał na swoim.
Okropnie męczyłam się przy czytaniu, wielokrotnie miałam ochotę po prostu wyrzucić książkę przez okno i dać sobie spokój. Koniec końców opuściłam około 150 stron i przeczytałam samą końcówkę – i mimo nieznajomości kilku faktów, znalazłam to, co domyślałam się znaleźć.
Collide nie jest ani piękną, ani wzruszającą historią. Przeciwnie – jest denna, pusta, przewidywalna, bez jakiegokolwiek przekazu, ze słabo wykreowanymi bohaterami i typową fabułą, a zamiast dobrze się przy niej bawić, pragnęłam jedynie się jej pozbyć. Nie polecam.

Ocena: 2/10


WYZWANIA:

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Uu, ostro, ostro, ale czytanie właśnie takich recenzji sprawia mi największą przyjemność, hahah :D
    Nie zamierzałam po nią sięgnąć i z pewnością tego nie zrobię, słysząc o tępych bohaterach i schematycznej fabule. "Collide" udowadnia, że nie każdy powinien zabierać się od razu do wydawania książek :)
    U mnie recenzja "Magonii", serdecznie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie wydaje się ciekawa i pociągająca (może w dwóch znaczeniach, szczególnie co dwa rozdiały ;)) Raczej sobie daruję tę pozycję!
    Pozdrawiam cieplutko ♥

    http://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, ale pojechałaś. To chyba najostrzejsza recenzja tej książki, z jaką się spotkałam. Troszkę szkoda, bo nawet chciałam sięgnąć po tę pozycję, ale jak widać, powinnam się trzymać od niej z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam jedną książkę tej autorki "Amber" , ale na razie sobie ją odpuszczę. Fajnie, że napisałaś swoje zdanie, nie ma sensu słodzić i kłamać jeśli jest inaczej :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie takie opinie o niej bardziej do mnie przemawiają niż te wychwalające, dlatego serdecznie za nią podziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś skusiłam się na zakup tej książki, ale jakoś odciąga mnie od jej czytania. Dobrze przeczytać choć recenzję, przybliżającą jej treść. Taki typ literatury to chyba nie dla mnie ;), może sprezentuję komuś co bardziej lubi takie książki :).

    OdpowiedzUsuń

Subscribe