"Marsjanin" Andy Weir + #naekranie [recenzja książki i filmu]

15.3.17


POST ZAWIERA RECENZJĘ KSIĄŻKI (na początku) I FILMU (zaraz potem)

Do przeczytania Marsjanina przekonała mnie Tatiana z Lost in my books. Skusiła mnie opinią, że to super zabawna książka. Pomyślałam sobie: jak to możliwe, żeby książka o przetrwaniu na Marsie była zabawna? A tu niespodzianka, miała rację!

Mark Watney, kolokwialnie mówiąc, obrywa anteną i gdy reszta jego załogi ewakuuje się na Hermesa z myślą, że on nie żyje, on ma się (prawie) dobrze, ale został na Marsie sam. Nie ma łączności ze światem. Musi oszczędzać jedzenie, kombinować większe ilości wody i hodować ziemniaki, żeby przeżyć 4 lata na czerwonej planecie, do czasu, gdy przyleci tam kolejna załoga Aresa.

Naprawdę obawiałam się tej pozycji – dlatego przeczytałam ją tak późno – mimo samych pozytywnych opinii. Jakie było moje zdziwienie, gdy roześmiałam się już po pierwszym zdaniu! A co najlepsze, śmiałam się prawie cały czas. Andy Weir stworzył prześmiesznego i przesarkastycznego bohatera. Mark Watney jest moim mistrzem! Mimo tego, że Marsjanin jest utrzymany w humorystycznym stylu, jest to książka ambitna – gdy Mark biadolił o jakiejś hydrolizie i innych reakcjach chemicznych, nie wiedziałam, co się dzieje, dopóki nie rzucał kolokwialnego i uproszczonego skrótu – zawsze zabawnego. Jestem wciąż pod wrażeniem odwagi, siły i wytrzymałości Watneya. Chęć przeżycia była dla niego tak wielka, że potrafił wszystko!

Narracja książki prowadzona jest na kilka sposobów. Większą część książki stanowią wpisy w dzienniku Marka. Pojawiają się rozmowy z Ziemią, a także narrator trzecioosobowy, który mówi nam o tym, jakie kroki do uratowania Marka podejmuje Ziemia. Daje nam to pełen obraz sytuacji. Często jest tak, że narracja pierwszoosobowa gryzie się z trzecio-, ale tutaj tego problemu nie ma. Wszystko jest dograne, bardzo spójne i wzajemnie się uzupełnia.

Ta książka towarzyszyła mi dwa dni (próbna matura sama się nie napisze, trzeba było odłożyć książkę na kilka chwil) i niejednokrotnie mnie rozbawiła. Humor w niej jest dawkowany wręcz idealnie, wychodzi jakby od bohatera. Nie jest wymuszony w narracji (jak u Alka Rogozińskiego, na którego ostatnio narzekałam na IG). Ta lektura była dla mnie ciekawym doświadczeniem i zapewne w przyszłości sięgnę po nią jeszcze raz. Marsjanin jest GENIALNY! I kto jeszcze się waha – przeczytajcie!

10/10
Marsjanin | The Martian
Andy Weir
tł. Marcin Ring
wyd. Akurat, 2015
385 str


reżyseria: Ridley Scott
scenariusz: Drew Goddard
gatunek: Akcja, Si-Fi
produkcja: USA, Wielka Brytania
polska premiera: 2 paź 2015


Od razu po skończeniu książki włączyłam laptopa i obejrzałam film. Wyjaśnił mi sporo rzeczy, jak choćby to, jak wyglądał Łazik. Film jest dobrym uzupełnieniem, dodatkiem. Jednak, jak to bywa z ekranizacjami, sporo rzeczy mi się nie zgadzało. Dodane dialogi czasem były dobre, innym razem średnio pasowały. Przytaczanie niektórych fragmentów z książki było świetne (ale nie rozumiem, czemu nie dodali fragmentu o cyckach, był genialny!).

Prędkość akcji w filmie jest dobra – nie ma czasu na nudę, nic się w zasadzie nie ociąga. Nie czuć w nim jednak upływu czasu, jaki był dobrze widoczny w książce. Ominięcie tak ważnego elementu jak burza, od której w zasadzie zależał wynik „misji” Marka, trochę mnie zdenerwowało. Podobnie jak zakończenie. O ile w książce zakończenie było otwarte i jednocześnie akuratne, w filmie jest zamknięte, a zwieńczenie akcji jest przekręcone (zamiana Becka z Lewis i Iron Men). Średnio mi to odpowiadało, ale poza tym, nie mam filmowi nic do zarzucenia. Matt Damon spisał się w roli Marka Watneya idealnie.

Ujęcia Marsa, cała kolorystyka filmu – wszystko niesamowicie mi się podobało. Razem, książka i film, stanowią udany i zgrany pakiet. I myślę, że naprawdę za jakiś czas znów przypomnę sobie zabawną ale i przerażającą historię Watneya. A on sam ląduje wysoko na liście moich ulubionych bohaterów literackich. A Damon aktorów. ;)

8/10


You Might Also Like

5 komentarze

  1. Film i książka rewelacyjne! Mark Watney jest jednym z moich ulubionych postaci :) A cytat o cyckach uwielbiam :D Film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, Matt Damon spisał się świetnie, a sama sceneria jest niesamowita. Naprawdę zapominałam, że nie kręcą tego na Marsie ;) Wszystkie rozwiązania, zwroty akcji... cudo. Tylko masz rację, zakończenie trochę przekombinowane.

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam Marka :D jego poczucie humoru jest niesamowite :D jednak bardziej podoba mi się oryginalna, pomarańczowa okładka książki niż ta filmowa. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jestem dziwna i jakoś za „Marsjaninem” nie przepadam :/ Właściwie to strasznie mnie on wynudził. Sam Mark Watney był raczej taki sobie, choć przyznaję, że niektóre teksty miał świetne ;)

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem ciekawa jak będzie się miała motoryzacja za 30-40 lat. Już przed 2000 rokiem wróżyło się teorie na temat bezobsługowych samochodów, przemeszczających się z punktu A do punktu B bez pomocy kierowcy :-) Miało się to nijak do rzeczywistosci. Aktualnie oprócz designu producenty prześcigają się w coraz mniejszym "teoretycznym" spalaniu auta, oraz w maksymalizacji różnych niepotrzebnych systemów przez które nierzadko trzeba odwiedzać autoryzowane serwisy. Moim zdaniem motoryzacja podąża trochę nie tą drogą którą naprawdę powinna... Wyniki spalania często fałszowane itp. :-(

    OdpowiedzUsuń
  5. Zbieram się do niej, ale póki co jest na odległym miejscu w kolejce:(

    OdpowiedzUsuń

Subscribe