"Prawo Mojżesza" Amy Harmon

2.3.17


O powieściach Amy Harmon czytałam mnóstwo dobrych recenzji, więc skusiłam się na Prawo Mojżesza, a dopisek, że nie ma tu happy endu, tym bardziej sprawiła, że koniecznie chciałam to przeczytać. I ten zabieg zwodzenia czytelnika naprawdę wyszedł autorce i projektantowi okładki idealnie. Bo dałam się nabrać. Zapomnijcie o sad endzie, ta książka wbrew temu, co jest napisane, ma cholerny happy end. 


Mojżesz jest dzieckiem cracku, znaleziony w pralni wędrował od jednego członka rodziny do drugiego. Uwielbia malować i zwykle nie lubi się w tym ograniczać, więc maluje na ścianach. Co ciekawsze, robi to nie dlatego, że chce, ale żeby uwolnić się od obrazów w głowie. Maluje całkowicie nieznane mu osoby, które jak się potem okazuje, istniały naprawdę. I ma pewną zdolność, która poniekąd wrzuca tę powieść do lekko fantastycznych, być może też duchowych. Georgia natomiast uwielbia pracę z końmi i jest jedną z niewielu bohaterek, jakie zwyczajnie nie irytują czytelnika. Choć czasem zachowywała się głupio, jej walka o Mojżesza jest naprawdę godna podziwu. 

Prawo Mojżesza jest podzielone na dwie części. Pierwsza wprowadza nas w świat przedstawiony i pozwala poznać bohaterów. Tajemniczego i nastoletniego Mojżesza i uganiającej się za nim Georgie. Brzmi jak typowa młodzieżówka i rzeczywiście tak jest. Poznajemy historię zakochania Georgii. A potem mamy drugą część. Dojrzalszą. Bardziej emocjonalną. Przepełnioną bólem, mimo słabego zakończenia, tak oszukanego na okładce. 

To jednocześnie romans i nie romans. Młodzieżówka i dojrzała powieść. O miłości, przebaczaniu, akceptacji. I o tym, że czasem trzeba pozwolić komuś odejść. 

To, co najbardziej mnie zauroczyło w Prawie Mojżesza, to motyw malarstwa. Autorka podeszła do tego w sposób bardzo konkretny. Nie pozostawia tego jedynie jako krótkie wzmianki, o nie. Barwy to część życia Mojżesza. Towarzyszą mu przez całe życie. Myślę, że nawet gdyby ta powieść okazała się całkowitym niewypałem, to ja i tak broniłabym zaciekle motywu sztuki. Bo po prostu skradło to moje serce, a książce nadało smaczku. I nawet jeśli nie interesują was romanse i dramaty, które przodują w Prawie Mojżesza, to zachęcam do przeczytania dla samego wątku malarstwa. 

Tym, co odróżnia Prawo Mojżesza od innych młodzieżówek i romansów jest skupianie się na relacji nie fizycznej, a psychicznej. Mojżesz jest tak niesamowicie nakreśloną postacią, a jego portret psychologiczny wyraźny, że nie da się przejść obok tego bohatera obojętnie. Ma w sobie to coś, co sprawia, że jest jedyny w swoim rodzaju. Drugiego takiego bohatera nie znajdziecie w żadnej książce. 

Piękny i przyjemny styl Amy Harmon sprawia, że mimo niechęci do części pierwszej książki, która jest typowo młodzieżowa (ale jakże potrzeba do całości), chcemy czytać dalej. Jest lekko, poniekąd magicznie. Język Amy Harmon jest plastyczny, a całość napisana naprawdę przystępnie. I jedyne, na co można naprawdę narzekać, to wprowadzenie czytelnika w ogromny błąd. Mimo informacji na okładce i wzmianki o tym w prologu... happy end jest. To dość okrutny żart, bo naprawdę liczyłam na lekturę, która wyzwoli we mnie potok łez. W rzeczywistości łzy mi pociekły tylko w jednym momencie i to wcale nie na końcu. 

Prawo Mojżesza okazało się bardzo dobrą powieścią, zupełnie tak, jak wszyscy zapewniali. Połączenie powieści młodzieżowej z romansem i dramatem jest tu strzałem w dziesiątkę, a motyw malarstwa jest idealnym dopełnieniem i dodaniem niepowtarzalnego uroku. Ale nie dajcie się zwieść okładce, tu wcale nie brakuje happy endu. 

8/10
Prawo Mojżesza | Moses Law
Amy Harmon
tł. Marcin Machnik
Editiored, 2016
360 stron



You Might Also Like

6 komentarze

  1. Pewne zdanie na stronie 346 stronie (aż specjalnie sprawdziłam, żeby niepotrzebnie nie spoilerować w komentarzu) jest naprawdę wkurzające i ma na celu tylko zagrać na uczuciach czytelnika. Gdyby nie to ta książka, byłaby prawa idealna :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, aż mam ochotę sprawdzić, co to za zdanie, ale swój egzemplarz pożyczyłam. :C

      Usuń
  2. Dokladnie na to samo zwróciłam uwagę - twórca okladki cholernie kłamie XD Osobiście książkę wygrałam, nie kupiłam, więc jakos szczególnie mi na tym nie zależało ale tak czy siak ktoś albo jej nie zrozumiał, albo uznał że takie kłamstwo dobrze zadziała... I działa, bo przez nie większość ludzi uznaję że no jednak to takie happy nie było (wnioski z komentarzy pod moją recenzją).

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat tej powieści więc grzechem byłoby nie przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka czeka na półce do przeczytania. Już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedawno czytałam :) Piękna historia z idealnym zakończeniem ♡

    OdpowiedzUsuń

Subscribe