48, Andreas Gruber

16.11.17


Po większej fali romansów, przyjęcie propozycji zrecenzowania 48 było niczym objawienie. Zatęskniłam do kryminałów. Tym bardziej, że opis niesamowicie mnie zaciekawił, a i nigdy nie czytałam kryminału niemieckiego.


Książka rozpoczyna się od... porwania. Kobieta w jednej chwili idzie do swojego auta, w drugiej budzi się po części zamurowana żywcem. Ten zabieg od razu sprawia, że chce się czytać dalej – zwłaszcza, że ofiara szybko orientuje się, kto ją uprowadził. Powieść składa się z wielu perspektyw, opisywanych za pomocą narracji trzecioosobowej, jednak na przód wysuwa się troje bohaterów, których można uznać za głównych – Sabine Nemez, niemiecka policjantka, córka jednej z ofiar; Maarten S. Sneijder, Holender z BKA (odpowiednik FBI) oraz Helen Berger, terapeutka, która dostaje zagadkę: jeśli w ciągu 48 godzin zgadnie, kogo uprowadził porywacz, ta osoba przeżyje, jeśli nie – zginie.

Andreas Gruber zaczyna z przytupem. Książka przesiąknięta jest brutalnością, autor nie stroni od krwawych opisów, jednocześnie subtelnie wchodząc w psychikę bohaterów. Bohaterów, których w gruncie rzeczy jest całkiem sporo i którzy – co najlepsze – w jakiś sposób są ze sobą powiązani, czasem mniej, czasem bardziej. A takie zabiegi w kryminałach, jeśli są dobrze poprowadzone, potrafią dostarczyć niezłej zabawy. W 48 wszystko ma swoje miejsce, odkrywane kawałek po kawałku w odpowiednim tempie.

Sabine Nemez jest postacią raczej nijaką, choć bystrą, co robi z niej idealny kontrast dla ekscentrycznego i osobliwego Maartena. Śledztwo prowadzone przez córkę jednej z ofiar i starego pryka z dziwnymi sposobami pracy musi być ciekawe. Jednocześnie Helen prowadzi własne dochodzenie. Daje nam to wgląd w sprawę z dwóch perspektyw – osoby prywatnej (co do mnie zawsze przemawia bardziej) i osób ze służb (co w tym wypadku świetnie pokazuje kontrast między niższą rangą policjantką, a możliwościami osoby z większymi uprawnieniami, jaką jest Maarten).

W swoim życiu przeczytałam już sporo kryminałów, zarówno tych amerykańskich, skandynawskich czy polskich, ale 48 jest pierwszym niemieckim, z jakim się spotykam. Dlatego też początek, gdy pojawia się perspektywa Sabine, szedł mi raczej marnie. Ciężko mi było przestawić się na nieznajome skróty (jak BKA), a niemieckie nazwy miejsc również źle mi się kojarzyły i wybijały z rytmu czytania. Ale trwało to dość krótko. Andreas Gruber nie tylko zaczął z przytupem, ale i ciągnął tak przez całą książkę. W 48 ciągle coś się dzieje – pojawiają się nowe fakty, nowe trupy, nowe osoby. Sytuacje zwyczajne, jak i totalnie makabryczne i krwawe. Właściwie nie wiadomo, kiedy autor nas czymś zaskoczy – a gdy to już się stanie, to dodatkowo szokuje.

Lubię powtarzać, że skandynawskie powieści do mnie nie trafiają przez styl pisania. Lubię też podkreślać, że dobry styl to dla mnie podstawa. Andreas Gruber spełnia moje oczekiwania. Jest barwnie, ale i dobitnie. Czasem prosto, czasem bardziej skomplikowanie. Ale razem tworzy to dobrze napisaną opowieść, którą czyta się z autentycznym zaciekawieniem i chęcią rozwikłania zagadki. I zrozumienia mordercy. Bo 48 radzi sobie świetnie również jako thriller psychologiczny.


Dobrze skonstruowana intryga, ciekawie poprowadzone śledztwo, mnóstwo akcji i przyjemni bohaterowie, a to wszystko opowiedziane plastycznym językiem, który pozwala naszej wyobraźni pracować na najwyższych obrotach. 48 to świetny thriller rozpoczynający serię z Sabine i Maartenem, na której kontynuację czekam z niecierpliwością. Nie zwlekajcie, bierzcie się za 48!

8/10

48 | Todesfrist
Andreas Gruber 
tł. Magdalena Kaczmarek 
Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2017
470 stron
Olimpiada czytelnicza
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Nie dziwię się, że ta książka Tobą wstrząsnęła, po lekkich lekturach to nic dziwnego. Ja niejeden niemiecki kryminał mam za sobą, ale nadal nie przywykłam do tych skrótów czy innych... realiów. Nie mniej, 48 chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń

Subscribe