Serialowy mini przegląd |3|

12.2.18


Minęło sporo czasu, od kiedy pojawił się ostatni post z tej serii, a ja obejrzałam (jak na mnie) naprawdę mnóstwo produkcji. Nadszedł więc czas, by podzielić się wrażeniami z kolejnych trzech seriali. 

Po maturze nastąpił u mnie wielki przełom ekranowy — naprawdę zaczęłam oglądać seriale. Tak na poważnie. A za sprawą mojej współpracy z portalem serialomaniak.pl, zaczęłam naprawdę się w to wkręcać i co chwilę oglądam coś nowego, a nawet jestem na bieżąco poinformowana o produkcjach, na które nigdy nie zwracałam uwagi, bądź nigdy bym nie zwróciła. I czuję, że seria mini przeglądu serialowego będzie tu częstym gościem — tym bardziej, że ustaliłam pisać w jednym poście tylko o trzech serialach, a obejrzałam ich ostatnio zdecydowanie więcej! Ale koniec gadania, przejdźmy do rzeczy. ;) 


LA CASA DE PAPEL (DOM Z PAPIERU)


Nigdy bym nie pomyślała, że hiszpańska produkcja nie dość, że mi się spodoba, to jeszcze tak zachwyci. Rzadko zdarza mi się oglądać seriale odcinek po odcinku, rzadko odczuwam taką presję obejrzenia wszystkiego jak najszybciej, rzadko zarywam nocki, by coś skończyć. Póki co, tytuły, z którymi właśnie tak zrobiłam, mogę wymienić na palcach jednej ręki — Skam, Lucyfer, Rush, Thirteen. A teraz też La casa de papel
Uwielbiam seriale z wątkami kryminalnymi, psychologicznymi, a jeśli jeszcze mają w sobie odpowiednią dawkę romansu — jestem w niebie. La casa de papel opowiada o największym skoku świata — napadzie na hiszpańską mennicę. Ośmioro złoczyńców, pod przewodnictwem Profesora, prowadzi gierki ze służbami, jednocześnie produkując pieniądze. 
Tokyo, Rio, Denver, Moskwa, Berlin, Nairobi, Helsinki i Oslo — każde z tych pseudonimów skrywa niesamowitą i złożoną postać. Widzimy na ekranie plan idealny — ale żadne z tej ósemki nie jest nieomylne, dzięki czemu plan idealny nie jest absurdalny. Popełniają błędy, za które później płacą. 
Uwielbiam najnowsze produkcje ze względu na wysoką jakość zdjęć — i tutaj takie dostaję. Więc nie dość, że otrzymałam intrygującą fabułę, trzymającą mnie w napięciu, to jeszcze pięknie zrobioną, bo samo patrzenie było przyjemnością. A opening to jeden z moich ulubionych w serialach ever.
Żałuję jedynie, że Netflix pociął ten serial na dwie części — w Hiszpanii wyszedł jako 15-odcinkowy, po 70 minut każdy odcinek, u nas dostępnych jest 13 odcinków po ok. 45-55 minut, które odpowiadają mniej więcej 9 hiszpańskim. I czekanie do maja na dalszy ciąg jest niemalże torturą po zakończeniu, jakie zaserwował nam nasz Netflix.
Zdecydowanie polecam! 



HINTERLAND


Pewnego dnia, siedząc i rozmyślając o tym, co by tu nowego obejrzeć, naszła mnie ochota na... kryminały. Takie z prawdziwego zdarzenia. Zbrodnia, śledztwo i te sprawy. Więc zapytałam kilka osób, co by polecili. Wpisywałam więc w wyszukiwarkę Netflixa tytuł po tytule, jednocześnie patrząc na to, co sam Netflix mi podsuwa — i tak odkryłam Hinterland.
Akcja rozgrywa się w Walii — i uwierzcie, słuchanie ich dziwnego języka jest jednocześnie intrygujące, jak i wkurzające. Niektóre słowa są z typowego angielskiego, którego uczą nas w szkołach, inne brzmią jak niemiecki, a nawet polski, by zaraz użyć czegoś, co nie brzmi jakby w ogóle było w ludzkim języku. I do tego twardy akcent, którego słuchanie jest ciekawym doświadczeniem.
Hinterland to procedural kryminalny (zauważyłam, że odkąd poznałam słowo procedural jakiś miesiąc temu, używam go nagle strasznie często). Każdy odcinek trwa około godziny — niektóre dużo więcej — i jest osobną sprawą do rozwiązania. Detektyw Mathias rozwiązuje nie tylko kryminalne sprawy, ale i zmaga się z własnymi problemami, korzystając z urokliwego Aberystwyth. Produkcja pełna jest milczących kadrów i zdjęć krajobrazów. Zwraca uwagę widza nie na dialogi, lecz na to, co dzieje się w tle, co można zauważyć. Zdarzały się momenty, gdzie przez kilka minut nie było ani jednego dialogu — były za to sugestywne spojrzenia, przybliżone kadry na istotne szczegóły czy po prostu kadry ukazujące surowe piękno Walii, dodające serialowi niesamowitego uroku.
Histrerland to krótki serial — sezony mają po cztery odcinki, można więc śmiało oglądać co jakiś czas po jednym.


DAREDEVIL 


Do seriali Marvela zbierałam się niesamowicie długo. Ogólnie bardzo lubię takie historie — pełne akcji, bohaterstwa, czasem nieco fantasy, pod pewnymi względami kryminalne — więc to była kwestia czasu, aż się za nie wezmę. Zrobiłam więc rozeznanie i dostałam plan: najpierw Daredevil, potem Jessica Jones, potem Punisher. Gdzieś po drodze plan ewoluował, bo doszły takie pozycje jak The Defenders i Luke Cage, a także "pierwsze odcinki Iron Fista, żeby wiedzieć, czemu wszyscy się z tego śmieją". No to zaczęłam.
I przepadłam.
Ktoś zwrócił uwagę na moją tyradę o tym, jak rzadko oglądam odcinek po odcinku, by skończyć jak najszybciej? No, więc z Daredevilem mam tak samo. Pierwszy sezon połknęłam w dwa albo trzy dni, od razu też zaczęłam kolejny — który już nie był tak ekscytujący i nie pozwalający mi na życie poza oglądaniem, ale za to zaoferował mi Electrę, która od razu stała się jedną z moich ulubionych bohaterek serialowych.
Matt Murdock jest adwokatem, który w nocy przeistacza się w obrońcę Hell's Kitchen. Jest ślepy, ale ma dar — wyczulony słuch pozwala mu na... wszystko. Sami sprawdźcie! Za dnia wymierza sprawiedliwość, broniąc tych, którzy tego potrzebują, nocą zaś walcząc ze złoczyńcami.
Podoba mi się właściwie wszystko — od Matta, Foggy'ego, Claire (którą mocno pokochałam i jest jedynym powodem, czemu chcę obejrzeć Luke'a Cage'a), nawet po Fiska czy Franka. No, za wyjątkiem Karen — bo z nią nie mogę się zdecydować, czy ją lubię, czy nie.
Rozpoczęcie przygody z Marvelem od Daredevila było strzałem w dziesiątkę — więc jeśli jeszcze się wahacie, to nie macie powodu. Po prostu włączcie pierwszy odcinek i dajcie się ponieść tej historii.




Gdybym musiała wybrać spośród tych trzech tytułów najlepszy, bez wahania wybrałabym La casa de papel. Nie mniej, Daredevil to genialna produkcja, a Hinterland przy tych dwóch tytułach jest idealnym kontrastem. Jeśli więc w jakiś sposób was zainspirowałam i zachęciłam do tych pozycji, polecam Hinterland oglądać jako przerywnik między jednym a drugim. 

Oglądaliście którąś z tych produkcji? 

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w planach obejrzenie "Dom z papieru", mój mężczyzna oglądał i bardzo mu się podobał, a jako że mam teraz dostęp do Netflixa to można szaleć. :)

    Pozdrawiam,
    Luna Fisher

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ostatnio nie mogę się skupić na żadnym serialu, jakoś mnie na razie to nie kręci :) Ale Dardevile'a mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie oglądałam żadnego z tych seriali, i w sumie żaden jakoś specjalnie mnie nie zainteresował. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kusi mnie Daredevil, ostatni przysiadałam do Luka Cage'a i o ile normalnie nie jestem jakąś ogromną fanką seriali Marvela to ogląda mi się całkiem dobrze :) Boje się tylko zaczynać jakieś kolejne seriale bo ja nie jestem normalnym człowiekiem, ja siadam do serialu i oglądam cały sezon na raz a potem w pracy mam oczy na zapałki otwarte ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przekonałaś mnie, aby obejrzeć Dom z Papieru. Brzmi rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam żadnego z tych seriali, nigdy o nich nie słyszałam, ale nie są to też raczej produkcje, które mnie jakoś szczególnie ciekawią. Jeśli już to mogłabym się zdecydować na "Dom z papieru" ze względu na to, że jest hiszpański a ja kocham ten język :) Zakochałam się w "Internacie" - który polecam, choć jest dość długi :) Dlatego też jeśli chodzi o "Dom z papieru" to sobie zapisuję i kto wie, może kiedyś obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie oglądałam żadnej z tych produkcji. Ja byłam kiedyś bardzo wciągnięta w ,,Plotkarę" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja się zbieram do Domu z papieru w hiszpańskie produkcje już się wkręciłam jakiś czas temu:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie oglądam hiszpańskich seriali, ale "La casa de papel" zapowiada się świetnie! Oby udało mi się znaleźć na niego czas, bo to serial totalnie w moim stylu :)

    Read With Passion

    OdpowiedzUsuń

Subscribe