Wielki Skrót, czyli żyję i czytam, ale nie mam czasu na pisanie

2.6.16


Nastała (taka prawdziwa) wiosna, niemalże lato. Krótkie spodenki już wygrzebane z dna szafy, bluzki z rękawkami poszły w odstawkę... ale książki wciąż stoją na półce tak jak stały. No dobra, może nie wszystkie. W ostatnich #czytelniczychdylematach [6] przedstawiłam duży (ogromny wręcz, przynajmniej jak na mnie) stos do przeczytania.
Dzisiejszy post jest właściwie połączeniem mini-recenzji, moich życiowych wywodów (które ostatnio zdarzają się aż za często) i pewnego zestawienia co udało mi się przeczytać. Na dodatek obfituje w zdjęcia, właściwie dużo zdjęć jak na mnie. ;) Do tego wszystkiego mini-relacja ze spotkania autorskiego z Colleen Hoover!
Zapraszam do czytania >



Jak wspominałam wyżej, w szóstych #czytelniczychdylematach przedstawiłam stosik. Dla przypomnienia, znów wyskoczę ze zdjęciem, ot tak.


Co udało mi się przeczytać? Już mówię! A przy okazji dam znać w kilku krótkich zdaniach, co mniej więcej myślę o danej pozycji. Takie mini-recenzje, bo te właściwe pojawią się pewnie za jakiś czas.

Lalki Prusa niestety nie udało mi się przeczytać, chociaż bardzo chciałam. Głównie z powodu narzuconego terminu – jak to zwykle bywa z lekturami szkolnymi. Po prostu się nie wyrobiłam, a egzemplarze przetrzymałam i musiałam płacić karę w bibliotece – uwierzcie, to skutecznie zniechęca do sięgania po książkę(ki) po raz kolejny. ;__;

Anatomia uległości została odstawiona w daleeeeeki kąt, ponieważ... Nie podoba mi się ta książka i to, w jakim leci kierunku. I nie mam tu na myśli relacji pan-niewolnica, bdsm itd., ale rozwój akcji, bo co jak co, ale nic nie dzieje się tak szybko, jak tutaj. Stylem pisania też nie powala. A recenzja pojawi się na pewno, ale obawiam się, że przed końcem 2016 się nie wyrobię – jakoś nie mam ochoty na czytanie tego.

Królowie przeklęci to jedyna książka historyczna, jaką jestem w stanie czytać, więc byłoby dziwne, jakbym miała o niej złe zdanie. I naprawdę, jako przeciwniczka takich pozycji z czystym sercem i szczerą opinią oznajmiam, że Królowie przeklęci są genialni!

Kasacja słynnego Mroza to pozycja, z jaką nie rozstaję się od około trzech tygodni – czyli od czasu, gdy jedyne momenty, w jakich mogłam czytać, były w autobusie w drodze powrotnej do domu. Dawno nie czytałam tak zabawnej powieści, w dodatku z ciekawą fabułą i akcją. I chociaż może się wydawać, że to powieść prawnicza – bo jest – to w zasadzie... nie zanudza nas prawniczymi nowinkami! Wręcz przeciwnie! Nie mogę się od niej oderwać, co w tej sytuacji jest niewskazane – czytam w autobusie, więc 1) muszę targać w torbie to niemałe tomisko i 2) niestety mój egzemplarz nieco się zniszczył (chociaż każdy komu się żalę, śmieje się i mówi, że przesadzam bo to jedynie przebrudzone boki ;____;). Chyłka to niesamowita postać, która na długo zapadnie mi w pamięć. ♥

Bez słów to powieść, przy której świetnie się bawiłam. Naprawdę. Była piękna, cudowna i bardzo pouczająca, jednocześnie będąc lekką i przyjemną. Ale nie rozerwała mojego serca na pół i nie skleiła go na nowo – na co, szczerze mówiąc, liczyłam. Mimo iż nie porwała mnie tak jak bym chciała, zrobiła na mnie duże wrażenie. Jej recenzja będzie tą bardzo pozytywną. ;)

Smak ciemności rozczarował mnie do tego stopnia, że oddałam go do biblioteki, przeczytawszy zaledwie połowę. Mówienie do Caleba per sexy było bleee. Fuj, nie. Nawet nie mogę o tym myśleć. Pierwsze dwa tomy były przesiąknięte mrokiem, a ten... był takim fluffem i obyczajówką, że aż zastanawiałam się, czy aby na pewno pisała je ta sama autorka.

Eleonora i Park dalej nieprzeczytane – chociaż dziś było spotkanie DKK (Dyskusyjny Klub Książki – jakby ktoś nie mógł rozszyfrować skrótu; polecam, to świetna sprawa!) – ale przejrzałam fragmenty i mimo wszystko chcę to w czerwcu przeczytać, tylko i wyłącznie dlatego, żeby napisać negatywną opinię, bo naprawdę nie potrafię zrozumieć fenomenu tej książki. Sama sięgam po nią po raz drugi i jestem ciekawa, czy tak samo jak za pierwszym, rzucę to w cholerę już po 50 stronach.

Natomiast Układ Elle Kennedy skradło moje serce. Wprost nie mogłam się oderwać. Garret sprawił, że zakochałam się w nim już od pierwszych jego wypowiedzianych słów. Ta postać tak mnie zachwyciła, że z góry znielubiłam Justina. W dodatku całość jest utrzymana w zabawneym klimacie, często zboczonym, jednak nie do tego stopnia, aby się zgorszyć. Przeciwnie – seksualne żarciki są na miejscu i w takich dawkach, że zamiast się krzywić, nie można się nie uśmiechnąć. Dodatkowo porusza ciężkie tematy, zwinnie i lekko wplatając je w gorące igraszki głównych bohaterów. Nieco przewidywalna, ale myślę, że nie jest to wadą, a jedynie pomaga oddać klimat książki.



Przeczytałam także Ugly love od Colleen Hoover. Czytanie książki z podpisem autora jest niesamowitym przeżyciem (które miałam przyjemność doświadczyć po raz drugi – za pierwszym było to z książką Marcina Szczygielskiego, który rok temu również gościł w Gdyni). A sama książka to cud, miód i malina. Myślę, że na razie tyle, bo więcej na jej temat rozpiszę się we właściwej recenzji.





Natomiast nowości, jakie do mnie trafiły to:
Podręcznik kursanta, czyli przynudzanie o zasadach ruchu drogowego ;___;
Wielki Gatsby F.S. Fitzgerald
Ostateczny cel Alex Kava
♦ i nieszczęsny Potop [pod względem lektur nie cierpię szkoły]


Dodatkowo robię niesamowity krok w stronę podwyższenia moich... ambicji? Postanowiłam zrobić trzecie podejście do czytania w oryginale (stwierdziłam, że najwyższa pora). Pierwszym takim podejściem było czytanie Harry'ego Pottera w drugiej klasie gimnazjum, co zakończyło się w połowie sukcesem (przeczytałam do połowy!), drugie robiłam rok później i próbowałam kontynuować rok temu, a mianowicie zakupiłam Seconds away Cobena – co było wielkim błędem, bo jedynie zraziłam się do czytania. Uwielbiam Cobena – to mój ulubiony pisarz, o czym już wspominałam kiedyś – ale o ile po polsku jego styl pisania jest niesamowity, o tyle po angielsku jest cholernie trudny, zwłaszcza dla początkujących.
Mówi się, że do trzech tazy sztuka. Zaczynam więc od czegoś łatwego, a mianowicie wybrałam dwie książki:
The Boy Who Sneaks In My Bedroom Window – czyli książka, która w Polsce nie ma zbyt dobrych recenzji, bo uchodzi za zbyt prostą, zbyt słodką, zbyt idealną itp. itd., co jeśli chodzi o oryginał dla mnie, jest po prostu ideałem! Prosto napisana, więc czyta się z łatwością i – co najważniejsze – przyjemnością.
Septimus Heap: Magyk – a to przyniosła mi mama, próbując mnie zmotywować. Nieco obawiam się to czytać – to w końcu książka fantasy i podobnie jak z Potterem, ciężko mi może być z nazwami własnymi ze świata przedstawionego (bo będę rozkminiała, co dane słówko znaczy, denerwując się, że nie ma go w słowniku), ale ponoć jest łatwa, więc jestem dobrej myśli.
Oprócz wyboru odpowiedniejszej lektury, zmieniłam też taktykę czytania, a mianowicie: nie roztrząsać się nad każdym słówkiem i więcej wnioskować z kontekstu.
Może ktoś z Was czyta w oryginale sporo i mógłby mi polecić konkretne książki lub sprawdzone sposoby i metody efektywnego czytania? ;)




Nie mogę też zapomnieć o kochanej Colleen Hoover! Miałam zamiar dodać relację ze spotkania autorskiego 2-3 dni po, ale nie miałam czasu, a potem całkiem o tym zapomniałam. Dlatego też wspomnę o tym tutaj. Postaram się wszystko streścić dość krótko.
O ile Colleen skradła moje serce całą swoją osobą (♥), o tyle sama organizacja spotkania to koszmar. Jak się spodziewałam, całość odbyła się przy fontannie w Rivierze, tuż obok Empika – miejsca nie było zbyt wiele, a grupa w Gdyni była bardzo liczna. Rozpoczęto konkursami od Moondrive. I chociaż wydawnictwo jest moim ulubionym, zmysłu organizacji to oni nie mają. Na środku stał miły (misiowaty ♥) pan, który zadawał pytania, a dwie panie miały wypatrywać osób, które zgłosiły się jako pierwsze... Ale szło im to opornie. Patrzyły obie w tę samą stronę, zupełnie ignorując prawą część widowni. Znałam odpowiedź na każde pytanie i zawsze zgłaszałam się jako pierwsza, ale – co było bardzo nie fair – wciąż wybierano osoby po drugiej stronie. Dopiero przy ostatnim pytaniu udało mi się zwrócić na siebie uwagę, bo zgłosiłam się jako jedyna. Pytanie brzmiało mniej więcej: Kim w przyszłości chciała zostać Sydney?. Oczywiście: nauczycielką muzyki. I taki oto sposobem w końcu sprawiedliwie wybrano osobę do odpowiedzi, a ja wygrałam koszulkę z napisem Love is never ugly, która dość szybko zyskała status mojej prawie ulubionej.
Później był koncert! Tak, koncert. Chłopak grał na gitarze, a dziewczyna śpiewała – oczywiście piosenki z Maybe Someday. I po dłuuuugim czasie w końcu nastąpił wyczekiwany wywiad. I jestem pełna podziwu dla Colleen, że to wytrzmała. Myślę jednak, że pytania (długie i szczegółowe) zadawane po polsku, a później tłumaczone jej do ucha, a także jej odpowiedzi (jeszcze dłuższe i konkretniejsze) tłumaczone na polski, strasznie nadszarpnęły jej cierpliwość. A przynajmniej moją by nadszarpnęły. 
W końcu nastąpił upragniony moment: podpisywanie książek! I chociaż było wyraźnie powiedziane, że najpierw pierwszy rząd, potem kolejne, wszyscy rzucili się do przodu. Była jedna wielka olewka ochroniarzy, a kolejka przez 2 godziny nie posunęła się nawet o metr do przodu, bo na początku stała wielka chmara ludzi. Każdy brał podpis pod trzema książkami i robił zdjęcia. Każdy, oprócz ostatnich ok. 30 osób, które możliwości zdjęcia nie dostały. Był jeden wielki chaos, którego niekt nie potrafił opanować – a tak być nie powinno.
I chociaż spotkanie uznaję za udane – mogłam chociaż przez minutę porozmawiać z jedną z moich ulubionych autorek, otrzymać podpis na dwóch egzemplarzach i zrobić zdjęcie jakoś bokiem – to jego organizację będę źle wspominać jeszcze bardzo bardzo długo. Moondrive musi się jeszcze wiele nauczyć, na to wygląda.



A tutaj dodatkowo mały widoczek z Gdyni, dokładnie z Oksywia. ;)

Wieczorem nad morzem jest naprawdę pięknie, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim. Niebo przybiera cudowne kolory, powietrze jest cudowne i w ogóle cały klimat jest cudowny. No, jest po prostu cudownie – polecam!

Do zobaczenia w następnej notce, która mam nadzieję będzie recenzją. 

You Might Also Like

6 komentarze


  1. Ale mi Ciebie brakowało :) Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że mamy baardzo podobne gusta! Patrz, a jak przez Smak ciemności, wbrew sobie, przebrnęłam... Tak mi szkoda tej serii tym okropnym wręcz ostatnim tomem! Nie zmienia to faktu, że Dotyk i Zapach były świetne. Wydaje mi się, że C.J. Roberts to taka autorka jednego tytułu chociaż kto wie? I kolejna sprawa: Układ! Jak ja się cieszę, że i Tobie się podobał :) Uwielbiam w niej ten humor, Hannah, scenry erotyczne i świetny styl autorki. Uwaga, uwaga, w lipcu wychodzi kolejna jej książka i nie mogę się doczekać <3

    Cóż, spotkanie w Krakowie również było zorganizowane fatalnie. Począwszy od pani dziennikarz, która nie umiałam mówić do mikrofonu aż do stania w kolejce trzy godziny. I nie ruszając się w ogóle... Ale cóż, autograf i zdjęcia mam :)

    Oj, ile ja bym dała żeby się tak wylegiwać! Sesja mnie zżera i potrwa jeszcze dwa, trzy tygodnie :/ Trzymaj się ciepło i wyczekuję recenzji :)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się co do "Królów przeklętych" - też nie jest mi po drodze z książkami historycznymi, ale powieść Druona jest cudowna i niezwykle wciągająca. Dopiero przeczytałam pierwszy tom, ale na pewno sięgnę po kolejne :D
    "Układ" oraz "Ugly love" wspominam bardzo przyjemnie. A skoro jesteśmy przy gatunku New Adult, to nie mogę się doczekać lektury "Bez słów"!
    Pozdrawiam serdecznie :D
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile świetnych przeczytanych książek! Wiem, jaki to ból, kiedy przetrzymasz książkę w bibliotece i potem musisz płacić karę... to może skutecznie odtrącić kogoś od lektury... Niestety żadnej z wymienionych przez Ciebie pozycji nie czytałam, więc nie mogę się wypowiedzieć.
    U mnie recenzja "Korony w mroku", zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasacja najlepsza!! ♥ Zakochałam się w książkach Mroza. No i właśnie co najfajniejsze, że jest zabawna. :D Uwielbiam Chyłkę. Ja właśnie jest po lekturze 2 części, która po prostu wymiana nie mogłam się od niej oderwać, niesamowita. Już nie mogę się doczekać kiedy się zabiorę za 3 część.
    ,,Ugly love" też muszę w końcu przeczytać. :3
    Lost in books

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, "Kasacja" nie każe czytelnikowi brnąć przez prawnicze teksty, ale sprawnie zahacza o temat podejścia polskiego prawa do opisywanych spraw. Cykl z Joanną Chyłką jest rzeczywiście zabawny, ale też dynamiczny i bardzo emocjonujący :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Podpisuję się rękami i nogami pod stwierdzeniem, że choć Moondrive jest moim ulubionym wydawnictwem, nie mają za grosz zmysłu organizacji czy ogarnięcia tematu! Serio, dogadanie się z nimi mailowo graniczy z cudem, więc nie chcę się nawet zastanawiać, jak mogło wyglądać zorganizowane przez nich spotkanie xD
    Lalka Prusa to był dla mnie koszmar. Głównie z powodu zaślepionego Wokulskiego, aż wierzyć mi się nie chciało w to, co czytam. Chyba jednak nie mam duszy romantyczki, jestem do bólu pragmatyczna ;) "Bez słów" było w porządku, ale niespecjalnie mnie zachwyciło, zabrakło jakiejś iskry. "Układ" czeka u mnie na półce, bo przez trzy miesiące miałam ochotę tylko na NA i po takiej dawce tego gatunku trochę New Adult mi zbrzydło, ale na pewno odzyskam chęć do przeczytania tej powieści. Jestem strasznie ciekawa "Królów przeklętych", bo nie czytałam jeszcze żadnej powieści historycznej, a chciałabym spróbować.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń

Subscribe