#okładkowelove |2| polskie vs. ogryginalne

1.11.16


W końcu udało mi się uzbierać materiał przeczytać (albo zobaczyć!) wystarczająco dużo książek z ładnymi okładkami, żeby mieć materiał na kolejny post z serii #okładkowelove (której nazwę podkradłam od Ami i jej wyzwania, które niestety już nie funkcjonuje). Dzisiaj w trochę innej formie, bo przedstawię wersje polskie i oryginalne okładek. Co tu więcej mówić, po prostu zapraszam!


Tym razem bez żadnych TOPek, kolejność jest przypadkowa. Ten post to taki trochę misz-masz, ale miejmy nadzieję, że Wam się spodoba. :) Obiecuję, że kolejny post będzie już recenzją! Niektóre (większość) z nich przeczytałam, inne zapadły mi w pamięć i widnieją na mojej liście must read. Okay, zacznijmy w końcu. ;) 


polskie po lewej, oryginalne po prawej 



Chociaż oryginalna okładka ma prześliczną kolorystykę, polska wygrywa, bo jest tak pięknie i zupełnie inaczej minimalistyczna, a do tego daje nam małe pojęcie o tym, co znajdziemy w środku. Zgodzicie się?



Znów polska okładka wygrywa. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że prawie każda okładka od Moondrive i Otwarte jest piękna i cieszy oko. Książkę przeczytałam i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że okładka jest piękniejsza od samej treści książki. 



Tym razem wygrywa oryginalna okładka. Chociaż polska też jest piękna, a cudowne usta modelki i kolorystyka są świetne, oryginał przyciąga mnie jeszcze większym minimalizmem i cudnym widokiem. Wybór był trudny, ale jednak oryginalna. 



Jeśli zaś chodzi o kolejną książkę pani Kennedy, tym razem wygrywa polska. O ile w The Deal czcionka jest dobrze dobrana i umiejscowiona, to w drugim po prostu nie pasuje. Możliwe, że to kwestia zdjęcia, ale myślę, że bardziej koloru. Polska za to, oprócz dobrego doboru kolorów (nie licząc wściekle żółtego grzbietu) też dobrze dobrani modele. Ten dołeczek w prawym policzku mnie kupił. Serio. Ta okładka jest śliczna. 



Będę szczera. Gdy zobaczyłam oryginalną okładkę, pomyślałam, że to głupi żart. Nie, nie, nie. Ta okładka jest na serio okładką i jest po prostu okropna. Polska wygrywa i chyba nikt nie będzie się ze mną spierał. Prawda?



Kolejne trudne wybory, bo obie na swój sposób minimalistyczne, piękne i robiące wrażenie. Ale wygrywa polska. Oryginalna kojarzy mi się z takim thrillerem i kryminałem z prawdziwego zdarzenia, a chociaż Black ice właśnie thrillerem jest, to jednak młodzieżowym i... Polska, mimo wszystko polska wygląda dla mnie lepiej. A co byłoby waszym wyborem? 



Polska okładka Bez słów to jedyna ładna okładka jakiejkolwiek książki Mii Sheridan. Wszystkie inne są po prostu brzydkie i samo patrzenie na nie sprawia, że nie ma się ochoty brać za czytanie. Wygrywa polska. Bez dwóch zdań. 




Tym razem zestawiam ze sobą trzy okładki. Pierwsza, polska, jest identyczna co oryginalna, z czego bardzo się cieszę, bo jest śliczna! Niebieska natomiast mi się nie podoba, jest to szata graficzna z australijskiej wersji, a postanowiłam ją tu dodać, bo właśnie oryginał tej tymczasowo posiadam. Czy wszystkie książki po angielsku mają szarawy papier? Moje Seconds away Cobena też jest wydane na takim papierze i hej, to ciekawa sprawa. 



Po raz kolejny wygrywa polska okładka. Przepraszam, że tak często używam słów brzydka i okropna, ale oryginalna okładka taka właśnie jest. Polska też nie robi dużego wrażenia, jest wręcz nudna i zwyczajna, ale w porównaniu z oryginalną jest cudowna. Naprawdę szkoda, bo książka okazała się naprawdę świetna!



Po raz kolejny miałam ogromny dylemat i trudny wybór, bo oryginalna okładka jest po prostu cudowna, a zwłaszcza prześwitująca czcionka skradła moje serce. Jednak polska wygrywa, bo jest znacznie bardziej subtelna, co bardziej oddaje treść książki. 



Tu nie bardzo jest co porównywać, ale koniec końców wygrywa oryginalna. Subtelne drzewa w prawej części przemawiają do mnie bardziej, niż kolczaste zawijasy w wersji polskiej. Czcionka też, chociaż bardzo podobna, w oryginale jest po prostu ładniejsza. 



Tutaj znów nie ma co porównać. Różnice, jakie są, nie robią większej ogólnej różnicy w odbiorze okładki. Mogłabym tego tu nie dawać, ale te okładki naprawdę są śliczne i po prostu #okładkowelove mnie dopadło. To jedna z tych pozycji, co wciąż wiszą na liście do przeczytania. 



Polska wersja okładki ponownie wygrywa. Moondrive znów się spisało. Czytelna, schludna i ładna. Wyeksponowanie deszczu w oryginalnej za bardzo przytłacza, wręcz sprawia, że okładka jest dla mnie nieczytelna. 


Dajcie znać, jak mają się wasze wybory. Może gdzieś przyznalibyście wygraną drugiej okładce? Dlaczego? ;) Pochwalcie się też własnymi okładkowymi miłościami! 

W ciągu kilku dni powinna się pojawić jakaś recenzja. Ponownie zachęcam do obserwowania mojego Instagrama (klik) oraz do polubienia mnie na Facebooku:




You Might Also Like

7 komentarze

  1. Polska okładka "Małego życia" jest fenomenalna, a ta oryginalna niezbyt urodziwa ;P
    Natomiast jeśli chodzi o "Panikę" to się waham, bo w sumie obie mi się podobają.
    "Układ" - zdecydowanie polska. Z tą oryginalną wstydziłabym się pokazać na mieście ;P
    "Promyczek" - bezapelacyjnie polska - cudo :D
    Co do "Black ice" to chyba bardziej mi się podoba oryginalna, bo ten facet na polskiej okładce wygląda dziwnie ;P
    "Bez słów" - zdecydowanie polska :)
    "November 9" - oryginalna i polska są świetne, ta zagraniczna nie jest zła, ale szału też nie ma ;)
    "Między wierszami" - polska ładniejsza.
    "Maybe someday" - polska.
    "Dwór cierni i róż" - podobne, ale jednak trochę inne i chyba bardziej podoba mi się oryginalna, bo jakaś taka bardziej klimatyczna jest ;P
    "Czerwona królowa" - zgadzam się z Tobą - obie okładki są świetne.
    No i ostatnia - "Niebezpieczne kłamstwa" - znowu mam problem ze zdecydowaniem, bo ta oryginalna jest według mnie bardziej niepokojąca, ale polska ma lepszą kolorystykę - chyba w ostateczności postawiłabym na polską :D
    Świetny post! Pozdrawiam cieplutko!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. sama tworzę podobny cykl, to świetna zabawa takie wybieranie ulubionych okładek :D szkoda, że wydawca zmienił oryginalną okładkę Dworu cierni i róż, również wolę amerykańską. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ,,Panika" polska wygrywa i też jestem zdania, że okładka ładniejsza od treści książki :) ,,Układ" zdecydowanie polska <3 Bardzo, bardzo mi się podoba! I tak samo ,,Błąd". ,,Promyczke", ,,Black ice" oraz ,,Bez słów" znowu polskie, więc się z Tobą zgodzę. ,,Między wierszami" oryginał jest okropny, ominęłabym szeroki łukiem :). ,,Maybe Someday" nie potrafiłabym wybrać, ponieważ obie są piękne! :D Ogólnie z całego postu stawiam bardziej na polskie :)

    Uwielbiam posty dotyczące okładek :)

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi osobiście najbardziej podoba się okładka "Zostań jeśli kochasz" Gayle Forman, ale wszystkie te które tu pokazałaś są równie śliczne :D Dla mnie okładka ma duże znaczenie przy zakupie książki :):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Akurat w tych przypadkach w większości wybrałabym polskie okładki, chociaż też mam pewne wyjątki ;)
    Zgadzam się z Tobą co do Dworu Cierni i Róż. Polska okładka jest za bardzo rozmyta i mało wyrazista.
    Natomiast w "Bez słów" bardziej mi się spodoba zagraniczna okładka. Ona co prawda także nie jest za ładna, ale polska ma w sobie coś co mi się kompletnie nie podoba.
    Zazwyczaj wolę zagraniczne okładki- zwłaszcza te w których duża rola skupia się na tytule. Lubię jak jest wyrazisty, ma ładną czcionkę i zwraca na siebie uwagę. Coś w stylu Promyczka. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie przeważnie, a nawet w większości wygrywa polska okładka. Nie widziałam wcześniej oryginalnej okładki Bez słów i polska jest o wiele ładniejsza, naprawdę miła dla oka. ;) Strasznie się zdziwiłam na okładkę Promyczka, jakim cudem taka okładka? Bez wątpienia wygrywa polska. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się ten cykl, głupio przyznać, ale zawsze przy zakupie czegoś, czego nie kojarzę - kieruję się okładką (jak typowa sroka). Zgadzams się z każdym Twoim wyborem tym razem :)

    OdpowiedzUsuń

Subscribe