"Czas Żniw" i "Zakon Mimów" Samantha Shannon

13.6.17


The Bone Season to seria, o której wie już chyba każdy, bo gdzieś usłyszał, albo zobaczył zdjęcie na bookstagramie. Albo zaczął się interesować przy szumie medialnym związanym z nowym tomem i spotkaniem autorskim z Samanthą Shannon. Ja się zainteresowałam za sprawą promocji na naregale.pl, gdzie pakiet dwóch tomów kosztował zaledwie 27 zł. Więc jak nie kupić, zwłaszcza że słyszało się same dobre opinie? Czy żałuję?

Na samym wstępie wyrażę mój zachwyt dla wyobraźni autorki. Jestem pod ogromnym wrażeniem wykreowanego świata, który jest szczegółowy, oryginalny mimo bazowania na realnym Londynie, przerażający, skorumpowany i przy tym niesamowicie realny, zważając, że to fantasy. Po prostu... REWELACJA. Jest dopracowany w każdym najmniejszym szczególe. Jestem tym bardziej urzeczona, że autorka z góry wie, że będzie siedem tomów, co musi, po prostu musi świadczyć o tym, że w jej głowie już wszystko jest zaplanowane.

Ale może kilka słów o tym... o czym właściwie są te książki. Paige Mahoney jest Śniącym Wędrowcem, jasnowidzem należącym do najwyższej kategorii. Pracuje w kryminalnej części Sajonu Londyn dla Jaxona Halla, wykorzystując swój dar. Pewnego dnia, za sprawą przypadku, zostaje złapana i przewieziona do zaginionego miasta Oksford, gdzie dowiaduje się o istnieniu innej rasy, Refaitów.

Jak na dziewiętnastoletnią dziewczynę, Paige wydawała mi się dość dojrzała. Na całe szczęście, należy do tych nielicznych bohaterek, którym do irytowania czytelników daleko. Ostatnio znajduję takie bohaterki jedynie w książkach fantasy. Polubiłam ją, kibicowałam jej nawet wtedy, gdy uważałam, że robi głupstwo, z przyjemnością śledziłam jej losy. Właściwie każdy z bohaterów jest tu wykreowany jakby warstwowo. Z każdą kolejną stroną dowiadujemy się coraz więcej, widzimy jak bohaterowie się zachowują. Nie są tylko dobrzy, albo tylko źli. Są trochę tacy, trochę tacy. I to sprawia, że są bardziej realni, prawdziwi. I za to należy się wielka pochwała. 


Zarówno Czas Żniw jak i Zakon Mimów są napisane językiem bardzo plastycznym, nie za prostym, ale też nie za pompatycznym. Styl jest akuratny, idealny. Adekwatny do treści. Tu nie ma się do czego przyczepić. Podobnie z tłumaczeniem, bo nigdzie nic nie zgrzytało. Jedyne, co niesamowicie mnie wkurzało, to korekta, a raczej jej brak. Zwłaszcza w drugim tomie, bo co kilka stron brakowało albo myślnika przed wypowiedzią bohatera, albo po wypowiedzi, by oddzielić ją od narracji. Albo brakowało kropki, przecinka... Albo, co jest najgorsze zaraz po brakach myślników, po kropce straszyła mała litera (— Tak.powiedziała.  < przykład). Moją irytację można było zobaczyć na Insta Strony, gdy czytałam. W pewnym momencie nie wytrzymałam i sprawdziłam, kto był odpowiedzialny za korektę. Zgadniecie? Nie musicie, i tak wam powiem. Korektę robiła jakaś pani ze strony internetowej! (Editor.net.pl) Nie mam pojęcia, jak wygląda taka współpraca między wydawnictwem a taką stroną, ale tu najwyraźniej coś nie wyszło. Mam jednak nadzieję, że przy trzecim tomie (którego jeszcze nie mam) korektę robił jednak ktoś od SQN, bo cierpią nie tylko moje oczy, ale i cała książka. 

W kółko słyszę opinie, że Zakon Mimów (tom 2.) jest znacznie lepszy od pierwszego. Ja niestety tego nie odczułam. Racja, zrobiło się poważniej, bardziej politycznie. Było więcej kombinatorstwa, emocji, intryg. Było bardziej krwawo. Ale o ile Czas Żniw przeczytałam w dwa dni, to Zakon Mimów zajął mi aż dwa miesiące. Najpierw nie potrafiłam się wciągnąć w treść, potem były matury, podczas których podczytywałam po stronie czy dwóch, aż w końcu odłożyłam ją na półkę, bo po dość długim czasie spróbować znowu i doczytać w kilka dni. Może po prostu nie umiem tak dobrze docenić drugiego tomu właśnie przez te przerwy w czytaniu, a może wbrew temu co myślę i mówię, wciąż żywię jakieś głęboko ukryte uczucia do powieści bardziej typowo młodzieżowych, jak tom pierwszy. Właściwie nie potrafię wybrać, który tom podobał mi się bardziej. Oba były na wysokim poziomie, przy obu świetnie się bawiłam (mimo rozbieżności w czasie), oba mi się podobały. 

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak serdecznie polecić wam tę serię. Naprawdę warto. A ja sama, gdy uporam się ze stosem nieprzeczytanych książek z półki, zainwestuję w kolejny tom, bo Zakon Mimów skończył się takim cliffhangerem, że długo bez kontynuacji nie wytrzymam. 

9/10 

Czas Żniw | The Bone Season
Zakon Mimów | The Mime Order
Samantha Shannon
tł. Regina Kołek
wyd. Sine Qua None, 2013, 2015
515 stron (t.1), 540 stron (t.2)
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu 3,7 i 3,8
Olimpiada czytelnicza


Kto z was ma już za sobą te dwa tomy, a może już nawet trzy? Jak wam się podobają? :)

Hej, kto jeszcze nie wie, prowadzę razem z Gabryśką bookstagramowe konto. O książkach z Gdynią w tle! Jeśli lubicie patrzeć na książki i doceniacie ładne widoczki, to konto jest idealne dla was! > @bookgeeks_gdynia

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Czemu tyle serii jest nie przeczytanych u mnie a co chwile dochodzą nowe hehe
    Zapraszam serdecznie -- Lika

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcia! Ja jestem ogromną fanką tych książek - żałuję, że nie mogłam spotkać pani Shannon, chociaż mieszkam tak blisko Poznania. Jeszcze nie mam u siebie "Pieśni Jutra", ale na pewno niedługo się w nią zaopatrzę :)
    Buziaki kochana!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas żniw bardzo przypadł mi do gustu i mam nadzieję, że już niedługo zabiorę się za Zakon mimów. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Korekta tej serii naprawdę mocno ssie. Niedawno postanowiłam ją sobie odnowić przed premierą trzeciego tomu i byłam tym zszokowana, bo przeczytałam już kilka książek od SQN i w żadnej nie było tylu błędów. Aż sobie sprawdziłam, kto odpowiadał za korektę w innych ich książkach, które posiadam i w 4 na 6 pozycji (nie licząc Czasu żniw i Zakonu) była to właśnie ta stronę. Sama teraz właśnie czytam jedną z nich i nie jest tak źle. Chyba tylko ten Zakon Mimów był taki pechowy :D.
    Oglądałam wywiady z autorką i niesamowite jest nie tylko to, że wie, że będzie siedem tomów, ale też to, że mniej więcej wie, co w każdej części będzie działo się z Paige. Dla mnie to jedno wielkie wow, nie mogę przestać jej podziwiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat czytam Zakazane życzenie, gdzie korektę robiła osoba od nich (chyba, bo adresu strony nie ma) i jest wszystko w porządku. Mam też Margo i znów nie ze strony i wszystko w porządku. Więc z mojej strony to naprawdę wygląda na winę korektorki z ekorekty. :/
      Dokładnie! Taka wyobraźnia i taki szczegółowy plan na wstępie. To lubię! :D

      Usuń
  5. Oba tomy czytałam i oba mi się podobały, ale po trzeci na razie nie sięgam, bo jak sobie pomyślę, że potem tyle trzeba będzie czekać na kolejny... Zresztą trochę mi już historia wyparowała z głowy i na szczęście na razie aż tak bardzo mnie nie ciągnie do "Pieśni jutra" :p Poczekam jeszcze trochę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo zachęciłaś mnie do lektury. Uwielbiam dojrzałe i nieirytujące bohaterki, co jest rzadkością w literaturze młodzieżowej. Tak samo podobają mi się dokładnie wykreowane światy i oryginalność. Pierwsza część czeka na półce, więc chyba niebawem się nią zajmę :)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń

Subscribe