Dlaczego nie cierpię książek Agathy Christie?

24.6.17


Agatha Christie jest uznawana za królową kryminału, jej książki to klasyki gatunku no i tego, uwielbiajmy ją wszyscy! No... nie. To tak niestety nie działa.

Zacznę może od stwierdzenia, że naprawdę uwielbiam kryminały. Dobre kryminały. A te Agathy Christie się do nich (jak dla mnie) nie zaliczają. To prędzej powieści detektywistyczne, gdzie detektyw jest medium i po beznadziejnym śledztwie on nagle wie wszystko. Ale spokojnie, do tego dojdziemy zaraz.

Miałam nieprzyjemność czytać dwie książki autorki. Niedzielę na wsi, która była nawet nawet (pomijając fakt, że czytałam ją będąc w szkole podstawowej, a wiadomo, wtedy jeszcze ma się za mało doświadczenia, by mieć wyrobiony gust i zdanie na pewne tematy) oraz nieszczęsne Morderstwo w Orient Expressie, które okazało się totalną klapą. I tym samym tytuł trafia na listę najgorzej wydanych pieniędzy. 

W tego typu książkach zwykle chodzi o rozwiązywanie zagadki. Znany wszystkim wąsaty Herkules Poirot niby takowe prowadzi, ale bez większego polotu. Tam kogoś przesłucha, tam coś zauważy. Nie wyciąga wniosków w trakcie, właściwie... nic nie robi. A na sam koniec książki zbiera wszystkich podejrzanych w jednym miejscu i zaczyna swój monolog, brzmiący mniej więcej tak: Zdzisiek zabił, bo był u ofiary zadłużony, Kaśka mu pomogła, kupując truciznę, Kazik mu ją podał, bo w zasadzie to ofiary nie lubił bo kiedyś dawno temu cośtam mu zrobiła, a Baśka to w ogóle zakręciła się tu przypadkiem, bo... No, mniejsza z tym. Zero argumentacji, w każdym razie. Najpierw dostajemy przesłuchania, z których nic nie wynika. Następnie Poirot jest jakimś magikiem i wyciąga fakty z rękawa niczym karty, a wszyscy zgodnie mu potakują „tak, masz rację, właśnie tak było!”. No i gdzie to rozwiązywanie zagadki? Ano, nie ma. Zniknęło. Nigdy go tam nie było.

Właściwie... Mogłabym otworzyć jakąkolwiek książkę autorki, przeczytać ostatnich dziesięć stron i... miałabym streszczenie całej książki. I po co się męczyć, czytając całą? Ten czas można poświęcić na znacznie lepsze kryminały, czy ogólnie inne, lepsze książki. Strata czasu i energii.

A te wszystkie ochy i achy, jakie to świetne książki? No cóż, to zależy od gustu, ale mnie osobiście nie bawi czytanie o niczym, by na koniec dostać wyjaśnienie wyssane z palca, które dziwnym sposobem pojawiło się w głowie bohatera. Ale co kto lubi.


Jest tu ktokolwiek, kto ma podobne zdanie do mojego? Lubicie książki Christie, czy nie bardzo?

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Również czytałam tylko dwie książki Agathy Christie i nawet mi się podobały. "A.B.C." było ok, ale w sumie bez szału, znacznie lepiej wypada "I nie było już nikogo", ale też jakoś mega bardzo nie ciągnie mnie do jej powieści.
    Ja za to dużo bardziej nie potrafię zrozumieć fenomenu Lackberg. W moim odczuciu w jej książkach jest więcej wątków obyczajowych niż samego rozwiązywania zagadki, a autorka na siłę próbuje trzymać czytelnika w napięciu. Co prawda jej książki dobrze się czyta i być może jeszcze kiedyś po jakąś sięgnę, ale moim zdaniem dużo im brakuje do dobrego kryminału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skandynawowie tak mają, że u nich główną rolę gra obyczajowość. Oni nawet żyją powoli, co przekłada się na książki (czy seriale, co mocno widać w Skam, tam są takie dluuugie sceny, gdzie nic się nie dzieje). Także dokładnie rozumiem, co masz na myśli. :)

      Usuń
  2. Nie czytałam nigdy nic autorstwa Christie i miałam zamiar w najbliższej przyszłości przeczytać "A.B.C", które leży u mnie na półce od dłuższego czasu, ale ostudziłaś mój zapał :D. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie jej książki i teraz szczerze mówiąc nie mam ochoty czytać niczego, co napisała. Może kiedyś się zdecyduję, ale na razie wolę nie :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko przeczytaj, nie rezygnuj. Nawet jeśli ci się nie spodoba, jak mi, to będziesz miała własną opinię. :D

      Usuń
  3. Hmmm... trudno oceniać całokształt twórczości, znając aż dwie ;P Nie uważam, by Christie pisała najbardziej porywające książki na świecie, ale raz na jakiś czas - są OK. Najlepszą z tych, które czytałam było "I nie było już nikogo" - fakt, brakowało mi w książce klimatu, ale samo poprowadzenie zagadki było cudowne. Podobnie jak charakterystyka bohaterów. W sumie, spróbuj jeszcze z nią, bo ona jest dość specyficzna. Poriota tam nie uświadczysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy polecają I nie było już nikogo, mówią też, że to najlepsza książka autorki. Niby do trzech razy sztuka, ale ja już wiem, że więcej po jej książki nie sięgnę, dlatego na początku roku obejrzałam ten trzyodcinkowy serial od BBC. Historia ciekawa, naprawdę byłam zaskoczona pewnymi zwrotami akcji. Ale serial jak najbardziej mi wystarczy. ;)

      Usuń
  4. Nie chcę nikogo oszukiwać i się wypowiadać, bo nie czytałam ani jednej książki tej autorki, a słyszałam o niej bardzo dużo. Od dawna się do czegoś przymierzam, ale jakoś szczególnie mnie nie ciągnie. Będę miała Twoje zdanie na uwadze przy wybieraniu lektury! :D

    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie ♥
    http://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już kilka książek Agathy Christie i wszystkie bardzo mi się podobały. Szczególnie "Morderstwo w Orient Expressie" oraz "Nie było już nikogo". Jednak ilu ludzi, tyle opinii. :)

    Pozdrawiam serdecznie. :)
    niezapomniany-czas-czyli-o-ksiazkach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Obrażam się i nie czytam tego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie przytoczysz kontrargumentów? XD

      Usuń
    2. Mój komentarz był oczywiście żartobliwy, bo szanuję czyjeś zdanie, a w przypadku Christie wyjątkowo dobrze jestem w stanie zrozumieć, dlaczego nie jest lubiana. Książki Agathy i Doyle mają to do siebie, że własnie takie bywają - punkt kulminacyjny pojawia się dopiero na końcu, a większość incydentów dzieje się bez ingerencji detektywa, metodą dedukcji (no, różnie to bywało z Sherlockiem) Ja jednak uważnie śledzę całą książkę i ostatecznie to rozwiązanie mnie satysfakcjonuje za każdym razem :) Moim zdaniem motywy i rozwiązania są dobrze uargumentowane. Nie wiem, co powinnam więcej dodać :)

      Aha, jeśli chodzi o wymysły głównego detektywa to dawno nie rozczarowałam się tak jak przy Krucyfiksie Chrisa Cartera. Tam główny bohater WYMYŚLIŁ teorię i ona AKURAT pokryła się z rzeczywistością. To dopiero były jaja...

      Usuń
    3. Wiem, wiem. :D Co prawda Sherlocka dopiero mam w planach (i to ambitnie, bo w wersji oryginalnej od [ze słownikiem]), ale już gdzieś słyszałam, że pod względem prowadzenia śledztwa są podobne.
      Cartera nie czytałam, ale jakoś nawet nie mam ochoty na niego. Tyle ostatnio o nim słyszę, że aż jestem zniechęcona.

      Usuń

Subscribe