"Dotyk Gwen Frost" Jennifer Estep

31.10.15



Autor: Jennifer Estep
Tytuł: Dotyk Gwen Frost
Oryginalny tytuł: Touch of Frost
Data wydania: 2012
Seria: Akademia Mitu, t.1
Przekład: Anna Rojkowska
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 312






Pierwsza myśl? Ta książka jest o mitologii, musi być genialna! Pierwsza myśl, gdy już zaczęłam czytać? Taaaaak, spodziewałam się czegoś lepszego. Ale im dalej czytałam, tym było lepiej, ciekawiej. I w sumie to już kolejna taka książka, w którą najpierw muszę się wdrążyć, aby mnie zaciekawiła. Okazało się jednak, że gdy przebrnęłam przez jakże nudny początek, cała reszta poszła szybciutko i nim się obejrzałam, książka była przeczytana.

„Ludzie, których się kocha, nigdy naprawdę nie umierają, żyją, dopóki się o nich pamięta, dopóki są w twoim sercu”.

Dotyk Gwen Frost opowiada o losach Gwen Frost (zadziwiające, co nie?), nowej uczennicy Akademii Mitu. Gwen jest Cyganką – ma dar, ale zupełnie inny dar niż pozostali uczniowie Akademii. Nie jest Amazonką, Walkirią czy inną potomkinią starych ludów. Gdy dotknie przedmiotu lub osoby, może poznać jego przeszłość bądź też myśli. I przez to, że nie jest z bogatej rodziny, w szkole jest niemalże niezauważona. Brzmi typowo, co nie? No bo, co tu się oszukiwać, to jest typowe.
A jeszcze bardziej typowe jest to, że zaczyna się nią interesować arogancki, napakowany, umięśniony, megasuper przystojny Spartanin, który zamieni w broń do zabijania wszystko, co napotka na swojej drodze. Brzmi jak typowa młodzieżówka, bo to jest typowa młodzieżówka. Ale że jako ostatnio mam nieodpartą chcicę na młodzieżówki, nic nie mogłam poradzić na to, że książka koniec końców mnie wciągnęła.

„Najniewinniej wyglądająca osoba może mieć najczarniejsze serce”.

Z tego co się orientuję, bożek Loki naprawdę istniał w mitologii nordyckiej. W dodatku autorka bardzo ciekawie przedstawiła większość bogów, a co najbardziej mi się podobało – nie ograniczyła się tylko do mitologii greckiej, ale połączyła wszystkie! No dobra, jednak najbardziej podobały mi się różowe iskry wylatujące z palców Dafne. Kurczę, też takie chcę!
Bohaterowie wykreowani przez Jennifer Estep są postaciami dość wyraźnymi, łatwo ich polubić, znielubić, albo denerwować się ich bezmyślnym zachowaniem (tu mam na myśli Spartanina, no bo hallo, na końcu zachował się paskudnie!).

„Mity, legendy, magia - to wszystko prawda. I jest częścią nas. Pielęgnujemy nasze mityczne dziedzictwo, żeby służyło nam w walce z chaosem i ciemnością, które by inaczej pochłonęły cały świat”.

Styl lekki, czcionka duża i czytanie poszło szybciutko. Nie jest to powieść górnych lotów, ale za to idealna do poduszki. Myślę, że jak będę miała okazję przeczytać kolejny tom, zrobię to z uśmiechem, bo książka mimo nudnawego początku przypadła mi do gustu.



Ocena: 7/10  

KLUCZNIK: 2. Kupiona w październiku 2015 | 3. Przeczytana w jeden dzień


•••
Słabo ze mną po tym miesiącu. Kilka książek przeczytałam, ale czasu na napisanie na świeżo recenzji nie miałam. Szkoła mnie wykańcza. No ale mam nadzieję, że w listopadzie się to zmieni. Mam na półce kilka pozycji, które w najbliższej przyszłości planuję przeczytać, więc jeśli mi szczęście dopisze i pozbędę się dziwnej niechęci do pierwszych rozdziałów, to powinno się tutaj dziać więcej. :3

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Brzmi całkiem ciekawie, jednak na razie chyba odpuszczę sobie tę książkę, bo mam strasznie dużo innych tytułów do przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię mitologię xD
    Coż wydaje się być fajną pozycją ;D

    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Subscribe