#czytamcopolskie czyli kilka słów o Chyłce i Zordonie

26.8.16



#czytamcopolskie czyli „wydarzenie, które ma na celu pokazać, że we współczesnej, polskiej literaturze istnieją perełki, po które naprawdę warto sięgnąć”, którego organizatorką jest Isabelle West z Heavy Books. O akcji dowiedziałam się przypadkiem i dwa dni temu, ale wcale nie powstrzymało mnie to od przerobienia innego, planowanego postu na ten.
Niemożliwie długo zbierałam się do napisania czegokolwiek o książkach, które pozwoliły mi na nowo odkrywać nie dość, że polskie dzieła, ale i inne książki niż młodzieżówki. Ale w końcu się udało.
Przejdźmy do rzeczy, czyli... jak pokochałam Remigiusza Mroza.


Zacznę może od tego, że naprawdę nie lubię (nie lubiłam?) książek polskich autorów, a jeśli już, to jest ich nieliczne grono. Grono, na którego czele bardzo długo stał Marcin Szczygielski. Uwielbiam dobry humor (ten zboczony w młodzieżówkach też, ale nie o tym teraz), zwłaszcza gdy jest on wymieszany z sarkazmem. Nie bez powodu pierwsze określenie na Joannę Chyłkę po przeczytaniu zaledwie kilkunastu stron Kasacji Remigiusza Mroza brzmiało: cholernie sarkastyczna. Dawno nie czytałam o tak mocno zarysowanej postaci.
I chociaż ziarenko miłości do polskich utworów zasiał we mnie pan Marcin (który jest też świetnym człowiekiem, którego miałam okazję poznać na spotkaniu autorskim), a i w międzyczasie przeczytałam trylogię Miszczuk, to ziarno to wykiełkowało za sprawą Remigiusza Mroza. Albo Chyłki i Zordona.
Nie powiem – dalej mam uprzedzenia do polskich autorów. Pochłaniacza Bondy męczę od dwóch miesięcy i chyba nie zmęczę, a na półce czeka Zanim zgasną gwiazdy Martyny Senator, wygrana w konkursie, która łypie na mnie złowrogo, gdy zamiast niej, sięgam po Mroza. Nie potrafię logicznie uzasadnić, czemu tak jest. Może dlatego, że utwory w naszym ojczystym języku kojarzą mi się z lekturami szkolnymi? 


źródło okładek: remigiuszmroz.pl

A skoro wstęp jako-taki mamy już za sobą, przejdę do konkretów. Bo jak w tytule, troszkę o Chyłce i Zordonie chciałabym napisać. Wszak to właśnie dzięki nim dałam kolejną szansę polskiej literaturze.
Jak wspominałam wyżej, pierwsze, co nasunęło mi się na myśl już po kilku stronach z Chyłką, to cholernie sarkastyczna. I ta zimna osobowość nakręca tę postać. Przez wszystkie tomy odnosiłam wrażenie, że to wcale nie postać ze słów, a prawdziwa osoba. Ludzka, z wadami i zaletami, z chorą miłością do iks piątki i specyficznym nastawieniem do Kordiana.
Z Kordianem zaś miałam niezłą zagwostkę. Niby na początku go nie polubiłam – jakiś dziwny się wydawał – ale im bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej go lubiłam. W Zaginięciu postać Zordona skradła moje serce. (Uwaga, to co teraz napiszę, będzie głupie: jak zobaczyłam po raz pierwszy zdjęcie pana Remigiusza, co zdarzyło się już po przeczytaniu Kasacji, parsknęłam śmiechem, bo moje wyobrażenie Zordona było niemal w 90% identyczne. Wierzcie lub nie. ;p)
Jak przystało na thrillery prawnicze, całej tej prawniczej otoczki nie brakuje, a co najważniejsze, nie przytłacza. Jest zarazem lekkim i mocno zarysowanym tłem. Wątki te idealnie łączą się z genialnie ujętymi relacjami między bohaterami i wszystkimi innymi rewelacjami. Potyczki słowne Chyłki i Kordiana, nawet w żargonie prawniczym, niejednokrotnie doprowadziły mnie do śmiechu.
Czytanie tych „cegiełek”, bo książki do najchudszych nie należą, sprawiło mi naprawdę mnóstwo frajdy i przyjemności.
W dodatku wątek kryminalny, całe to rozwiązywanie zagadek, szukanie prawdziwego sprawcy – opisane jak w najlepszych kryminałach. I chociaż w Kasacji wątku miłosnego jako tako nie widać, oprócz kilku wytknięć Chyłki, to po Zaginięciu pragnęłam, aby ona i Zordon w końcu się pocałowali, w Rewizji moje pragnienie jeszcze bardziej wzrosło i... Liczę na Immunitet, który mam zamiar zamówić od razu w dni premiery. Może kiedyś moje marzenie się spełni. No, chyba że pan Mróz ma nieco zmrożone serducho i lubi torturować damską część swoich czytelników. ;p


Krótko podsumowując: gdy w ciemno kupowałam Kasację, naprawdę bardzo się obawiałam. Do lektury podeszłam na chłodno, licząc się z tym, że mogę być rozczarowana. Nie spodziewałam się jednak, że jakikolwiek polski autor jest tak bardzo w stanie zawładnąć moim sercem. Jak widać, życie lubi płatać figle. Do tego stopnia, że wypożyczyłam z biblioteki Parabellum i już mam zarezerwowane W cieniu prawa. Jeszcze trochę i będę na bieżąco z każdą książką.

Dlatego, jeśli i wy macie nieuzasadnione obawy przed czytaniem polskich książek, przełamcie swoje lody i sięgnijcie po Mroza (jakkolwiek śmiesznie brzmi to zdanie). ;)


You Might Also Like

7 komentarze

  1. Nie znosiłam wątku miłosnego w "Kasacji". Już nie można napisać książki bez miłości głównych bohaterów? Dla mnie to było bardzo wymuszone. Uwielbiam "Parabellum" pana Mroza, ale "Kasacja" niestety mnie rozczarowała :/
    Pozdrawiam serdecznie!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zaskoczona, bo ten wątek miłosny był taki lekki, że ledwo się go odczuwało. A Parabellum właśnie zaczęłam i dziwny początek, bo gubię się kto jest kim. XD

      Usuń
  2. W najblizszum czasie zamierzam przeczytać "Parabelum". Zachęciłaś mnie by dołączyć do akcji :).

    http://thebooksandclouds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam twórczość pana Mroza *.* A cykl o Chyłce jest jak dotąd chyba moim ulubionym (choć Forsta też ubóstwiam). Sama postać Joanny jest przewspaniale wykreowana - jej poczucie humoru i dialogi z Zordonem to chyba największe zalety całej serii XD
    Osobiście jestem zdecydowaną przeciwniczką związku Kordiana i Chyłki. Co prawda chemia między nimi bardzo mi się podoba, ale wolałabym, żeby nie skończyli jako wesolutka parka. Jakoś nie widzę ich we wspólnym związku XP
    Swoją drogą żałuję, że o akcji #czytamcopolskie dowiaduję się dopiero dzisiaj, a chętnie wzięłabym w niej udział :(

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Mroza! Niestety tę serię mam dopiero przed sobą, ale już nie mogę się doczekać, aż ją przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przez bardzo długi czas czułam awersję do polskich pisarzy, którzy w dużej mierze kojarzyli mi się z nudnymi lekturami. Jednak od kilku lat jestem wielką fanką naszych rodzimych pisarzy. Nie pamiętam dokładnie od czego, a raczej od kogo zaczęła się moja sympatia, ale w każdym razie teraz z największą chęcią sięgam po polskich twórców. A co więcej uważam, że niektórzy z nich piszą lepiej od zagranicznych autorów.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja to się trochę panem Mrozem rozczarowałam. Wprawdzie Kasację czytało mi się w ekspresowym tempie, a całość oceniłam ostatecznie na 7/10. Ale... trochę za dużo tam się działo jak na polskie realia. Nie wiem, wydawało mi się to wszystko strasznie przekombinowane. Jak dla mnie fajna lektura, ale na jeden wieczór, na szybkie przewracanie stron i tyle. Na pewno nie dorówna zagranicznym autorom takim jak choćby Harlan Coben :)

    OdpowiedzUsuń

Subscribe