"Więzy" Sierra Cartwright

19.1.17


Więzy | Piętno | Boss

Od czasu „Pięćdziesięciu twarzy Greya” pojawiło się mnóstwo podobnych książek. I zaledwie garstka jest naprawdę warta uwagi. Czym więc Więzy zasłużyły sobie na miano tej „dobrej erotyki”? (Niepoprawne fanki Grey'a odsyłam. Serio, ktoś kto czyta i lubi twory James nie ma tu czego szukać — uprzedzam na wstępie.)

Powieść Sierry Cartwright opowiada historię Lary i Connora — ludzi biznesu, z własnymi rodzinnymi firmami. Kiedy Erin, najlepsza przyjaciółka Lary i jednocześnie siostra Connora, poznaje ich i delikatnie sugeruje Larze, że powinna poślubić jej brata, nieświadomie sprawia, że Lara rzeczywiście postanawia tak zrobić. Firma jej ojca radzi sobie coraz gorzej, a uparty właściciel nie chce wprowadzić niczego nowego i (świadomie lub nie) prowadzi firmę do bankructwa, Lara bierze więc sprawy w swoje ręce i idzie do Connora z propozycją. Sugeruje biznesowe małżeństwo — które jednak przeradza się w coś zupełnie innego, niż sądziła. Bowiem Connor jest domem — a BDSM uważa za część samego siebie. Lara stawia warunki, na których oboje wyjdą korzystnie, ale Connor ma też własne „widzimisię”. Które odrobinę komplikuje sprawę.

Pomyślicie sobie, okay, nie brzmi tragicznie, ale świetnie też nie. Ale nie uciekajcie jeszcze. Więzy różnią się od słynnego Grey'a właściwie wszystkim. Chociaż Connor jest wysokim rangą biznesmanem i lubi wszystko kontrolować, na tym kończą się jego podobieństwa z Grey'em. Zaś Lara to silna osobowość, która mimo swojej uległości, potrafi być uparta i dążyć do kompromisów. Nie jest nieskoordynowaną ruchowo ciapą. Pogodna i odważna — taka jest Lara.

(Zanim przejdę do wątku głównego powieści — czyli BDSM — powiem jedno: to, co opisała w swoim „tworze” E.L. James jest zwyczajnie żałosną imitacją tego, co ten czteroliterowy skrótowiec oznacza. Żeby to wiedzieć, wystarczy przeczytać zaledwie kilka innych powieści z tej tematyki w sposób otwarty, a nie ograniczony tym, czego się dowiedziało przez James.) Connor w sposób delikatny, ale jednocześnie stanowczy, pokazuje Larze, że relacja sub–dom nie jest tym, za co Lara ją uważa. Że to nie oznacza poniżania i bicia na każdym kroku. Że w niczym tak naprawdę jej nie ogranicza — i uświadamia jej do tego, że w pewnym sytuacjach bycie związanym jest wyzwalające. A uczy ją tego małymi kroczkami, z każdym kolejnym poszerzając jej doświadczenia i odczucia. I robi to w naprawdę subtelny sposób. (W przeciwieństwie do Grey'a — i tak, nie obejdzie się bez ciągłych porównań.)

Sierra Cartwright w naprawdę przystępny sposób opisuje powstającą między tą dwójką relację. Zarówno tą czysto biznesową, tą seksualną, jak i uczuciową. Każdy z tych elementów jest dawkowany idealnie — tak, aby czytelnik nie był przytłoczony żadną z nich. Między jednym aktem seksualnym a drugim pojawiają się inne elementy — jak np. pójście na zakupy — dzięki czemu nie ma tu mowy o „przeładowaniu”. Fakt, takich scen jest dużo — w końcu to erotyk — ale fabuła nie skupia się tylko na tym głównym wątku. Prowadzenie rodzinnego interesu jest ciekawym dopełnieniem (i nie polega to ani na kupowaniu coraz to droższych błyskotek, ani coraz to innych firm — jak w Grey'u), podobnie jak lekko muśnięte więzi rodzinne. Sceny seksu same w sobie są na tyle subtelne, na ile mogą być praktyki BDSM. Nie ma tu wydziwiania z nazewnictwem, przygryzania wargi na każdym kroku, żałosnych opisów, wywołujących jedynie śmiech. Są za to naprawdę dobre opisy, które czyta się zwyczajnie przyjemnie i bez śladu zażenowania. Należy przeczytać Więzy chociażby z tego właśnie powodu — gdy chce się zrelaksować przy dobrym romansie z lekką pikanterią.

Kolejną rzeczą, jaka wyróżnia Więzy na tle innych erotyków, jest nie tylko podejście do relacji sub–dom i ładnie opisane sceny seksu, ale i styl pisania autorki. Jest lekki i przyjemny. Ironiczny humor głównego bohatera (który, jak sam mówi: nigdy nie żartuje) dodaje całości smaczku. Dodatkowo, bohaterka nie zwraca się do niego słynnym–zabawnym zwrotem „panie” lecz „sir”, za co z całego serca dziękuję tłumaczowi! A jedyne (naprawdę jedyne), co irytuje podczas czytania, to zwracanie się Connora do Lary per „sub”. Coś na zasadzie: „Jaka dziś pogoda, sub?”. Śmieszyło mnie to niesamowicie. Ale dało się przeżyć.

Podsumowując, Więzy to naprawdę godny polecenia erotyk. Zwłaszcza dla osób, które chcą przeczytać książkę z tej tematyki, ale obawiają się takiej pseudo–rozrywki, jaką zapewnia Grey. Dobra fabuła, ciekawi bohaterowie, uczucia i ciekawa relacja między bohaterami. Nie zostaje mi nic innego, jak tylko polecić, bo to kawał naprawdę dobrej erotyki.


8/10



Tytuł: Więzy || oryg. Bind
Autor: Sierra Cartwright
Seria: The Donovan Dynasty, t.1
Przekład: Agnieszka Śmiechowska-Kłoczko
Wydawnictwo: Burda Książki, 2016
Liczba stron: 300 




You Might Also Like

5 komentarze

  1. Gdybym ja tylko czytała erotyki ;) Nie no, rozumiem i nic przeciwko nim nie mam - jedynie czasu mi brakuje. Nie są dla mnie wystarczająco... dostarczające, przy tym często bywają schematyczne. A co do BDSM i pani James - ja zaraz po przeczytaniu tego jej tworu sięgnęłam po książkę Rice o "podobnej" tematyce: i choć fabularnie była niczym, to jeśli chodzi o samo BDSM była nieporównywalnie lepsza XD No i przy tym dość komiczna.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli trylogię Śpiącej Królewny? O tak, to zupełnie inna "bajka" (w obu znaczeniach tego słowa/wyrażenia ;p). Ja czasem lubię poczytać coś "durnego", ale i tak wymagam od takich czasoumilaczy jakiegoś poziomu i Więzy sprawdziły się tu idealnie. ;)

      Usuń
  2. Ja nie przepadam za takimi typowymi erotykami, więc raczej się nie skuszę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Naaaaahhh. Po Greyu mam skrzywienie i za żadne pieniądze mnie już nikt nie zmusi xd


    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  4. Doszłam może do połowy tej książki? Chyba nawet nie. BDSM to nie moja tematyka i naprawdę nie potrafię wczuć się w taką literaturę. Cała relacja w takim "związku" mnie po prostu śmieszy i nie potrafię brać tego na poważnie. Chyba mam jakieś zboczenie po lekturze Greya ;).
    Moim ostatnim zaskoczeniem było Manwhore. Niby oparta na schematach (bądźmy szczerzy, trudno teraz znaleźć romans, który ich nie powiela), ale wniosła jakiś powiew świeżości. Wielkim zaskoczeniem dla mnie było to, że w porównaniu do innych książek z tego gatunku erotyki było w niej mało, a bohaterowie od razu nie padli sobie w ramiona.

    OdpowiedzUsuń

Subscribe