Bielszy odcień śmierci, Bernard Minier

3.9.17


Bielszy odcień śmierci to książka, z którą mam problem – nawet teraz, pisząc recenzję, nie jestem pewna, jak ją ocenić, ani co gorsza, czy w ogóle mi się podobała.

Pewnie każdy z nas ma kilku takich zaufanych blogerów, których recenzje potrafią raz na jakiś czas do tego stopnia zaciekawić nas książką, że nie ma innej opcji, jak taką powieść przeczytać. No więc po recenzji Eweliny bardzo zapragnęłam na własnej skórze poczuć ten obiecywany dreszczyk, a że akurat miałam ochotę na dobry kryminał i była promocja... no to kupiłam.

Wstęp do powieści zrobił na mnie niesamowite wrażenie. To, jak autor opisywał miasteczko, Instytut czy same Pireneje, było niesamowicie realne, fascynujące i wywoływało pewien niepokój. Pomyślałam sobie wtedy: Minier ma ciekawy styl pisania i nawet ilość opisów mi nie przeszkadza, oby wątek kryminalny też był taki dobry. Niestety, po jakichś stu stronach zaczęła się wkradać nuda, zbytnie przeciąganie akcji i... niechęć do dalszego czytania. A to wszystko ciągnęło się przez kolejne strony. Czytanie przeciągało się z miesiąca na miesiąc, bo gdy już siadałam do czytania, to po kilku stronach książka znów wracała na półkę, a ja wzdychałam niezadowolona. Dopiero około dwustu stron przed końcem zaczęło się coś dziać. I wtedy znów książka mnie zaciekawiła, pojawiła się nadzieja, że może w końcu coś zaskoczy i Bielszy odcień śmierci nie okaże się całkowitym fiaskiem.

Byłam lekturą tej powieści sfrustrowana. Chciałam, żeby mi się podobała. Chciałam, żeby okazała się dobra. Chciałam, by coś w niej w końcu ruszyło. Autor zaczął dobrze – ciekawie wprowadził w świat i zbrodnie – i zakończył też dobrze (no, prawie, bo zakończenie wcale mnie nie usatysfakcjonowało). Ale w międzyczasie książka jest wypełniona zupełnie zbędnymi fragmentami, które jedynie stopują akcję. Wątek się urywa w kluczowym momencie, by zacząć nowy na pół strony, a po nim kolejny i kolejny, a do tego przełomowego wracamy kilka stron później, po niesamowitej ilości zbędnego tekstu. Osobny fragment o wyborze smaku kanapki, między fragmentami „pościgu”, był chyba najbardziej absurdalnym. Takiego stopowania akcji było zbyt dużo. Jakby pozbyć się tych stopów, książka miałaby z dwieście stron mniej – a jej lektura byłaby łatwiejsza i co najważniejsze przyjemniejsza. I to chyba mój największy zarzut.

Wątek kryminalny i sposób prowadzenia śledztwa też różnił się od dobrych thrillerów czy kryminałów, jakie kiedykolwiek czytałam. Autor w kółko dawał znać, że Martin, główny bohater, jest blisko znalezienia czegoś kluczowego, by potem wystawić mam język – i takie wodzenie za nos byłoby w porządku, gdyby nie to, że działo się przez ponad trzysta stron, by nagle na dwustu ostatnich ruszyć z akcją bez opamiętania. I ta końcówka w zasadzie ratuje całość, bo cliffhangery rzeczywiście mnie zaskakiwały.

Gdyby nie fakt, że naprawdę byłam ciekawa, kto stoi za zabójstwami, już dawno porzuciłabym czytanie, mimo dobrego i ciekawego stylu pisania autora. Jest plastycznie, opisowo bardzo realnie. Ale fabule brakowało „tego czegoś”, co pozwalałoby czytać stronę za stroną, bez przerwy. Ja niestety tych przerw miałam zbyt wiele, bym mogła się cieszyć w pełni lekturą.

Jednym z niewielu plusów jest kreacja bohaterów. Chociaż Martina, komisarza prowadzącego śledztwo, raczej nie polubiłam, był jednak przestawiony bardzo realistycznie, podobnie jak i cała reszta postaci. Niestety, wprowadzenie zbyt wielu postaci nie wychodzi zwykle autorom na dobre i tu było tak samo. Czasem postaci pojawiały się nagle, zupełnie znikąd i niby miały coś wnieść do fabuły, ale... wcale tego nie robiły. Stopowały akcję tak samo jak fragmenty o wyborze kanapki, czy o opiciu piątej kawy zanim wsiadło się do auta.

Muszę się także przyczepić do wydania. Chociaż białe strony zupełnie mi nie przeszkadzają, to ilość słów na stronie była zbyt duża, przez co miałam wrażenie, że czytanie niesamowicie się przeciąga. Najgorsze jednak było to, że zwyczajnie bałam się porządnie otworzyć książkę, by nie zagiąć grzbietu. Klejenie jest fatalne, bo trzeba się było z książką obchodzić jak z jajkiem, a i tak pół grzbietu mam załamanego. Nie cierpię tego.

Mam problem z tym kryminałem. Chciałam czegoś dobrego, co mnie zaabsorbuje, zmusi do rozwiązywania zagadki wraz z komisarzem, ale tu przez większość czasu się nudziłam i zastanawiałam, po co komu taki czy inny moment, który nie wnosi nic do śledztwa. Niestety, styl pisania ani akcja na ostatnich dwóch setkach nie uratowały całości. Jeśli macie ochotę na kryminał z prawdziwego zdarzenia, gdzie nie będziecie się nudzić ani chwili, to za Miniera się nie bierzcie. Jeśli jesteście początkujący w kryminałach, to również, bo jedynie się zrazicie do gatunku. Właściwie... nie polecam tej książki nikomu, bo jej czytanie kosztowało mnie zbyt wiele nerwów i frustracji.


4/10

Bielszy odcień śmierci | Glace
Bernard Minier
tł. Monika Szewc-Osiecka
Dom Wydawniczy REBIS, 2012
510 stron


You Might Also Like

3 komentarze

  1. Skoro ci się nie podobała to tym bardziej nie jest to książka dla mnie, bo ostatnio w ogóle nie mam ochoty na kryminały, bo stały się zbyt przewidywalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przewidywalną bym tej książki nie nazwała, bo jednak właśnie dla samego rozwiązania ją czytałam, ale myślę, że jak ktoś nie lubi takich zbędnych treści między właściwą akcją, to się rozczaruje jak ja. :(

      Usuń
  2. Nareszcie! Nareszcie ktoś, kto po zapoznaniu się z prozą Miniera, ma takie same odczucia jak ja. Czytając Twoją recenzję czułam się tak, jakbyś wyjmowała słowa prosto z mojej głowy.

    Dałam Minierowi szansę w kolejnych tomach serii o komisarzu Martinie, i o ile drugi czytało mi się dokładnie tak, jak pierwszy (czyli bardzo średnio), o tyle "Nie gaś światła" było o wiele ciekawsze, może przez bohaterów? W każdym bądź razie jeśli chcesz się upewnić, czy Miniera jednak da się polubić, albo przynajmniej ocenić na więcej niż 4/10, proponuję właśnie wspomniany tytuł. Nie zachwyci być może, ale przynajmniej nie powinien tak frustrować:P

    Pozdrawiam,

    Ania z ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Subscribe