#czytelniczedylematy |13| Studia? Ale przecież mam tyle książek...!

7.9.17


Po dłuższym czasie znów wracam z serią, którą w sumie bardzo lubicie (co wcale mnie nie dziwi, sama też lubię popatrzeć, co kto ma w planach do czytania na najbliższy czas, albo co mu ostatnio przybyło na półki). I ze zmienioną grafiką serii. Urzekło mnie to zielone drzewko! 

W ostatnim czasie książki do mnie przybywały i trochę też ich ubyło (chociaż książek w domu za wiele nie mam, to znajomi śmieją się, że wychodzą ode mnie jak z biblioteki). Nawet nie jestem pewna, czy sfotografowałam wszystkie, jakie chciałam. 
Studia zbliżają się wielkimi krokami, a ja chciałabym do końca tego miesiąca uporać się chociaż z połową tego stosu, by w październiku zająć się ogarnięciem uczelni, a nie myśleniem o takiej czy innej pozycji. Ale coś czuję, że będzie to nie lada wyzwanie. 


Nordyckie klimaty

Wszystkie te trzy książki, jakie widzicie na fotce, jako najlepsza na świecie siostra kupiłam bratu na urodzinki. Młody uwielbia fantastykę, a jeśli coś jest oparte na mitologii, to jego serce jest od razu kupione. Z nordycką jeszcze nie miał do czynienia, ale od dawna mu o Gaimanie mówiłam, więc Mitologia nordycka była dość długo pozycją, o której marzył. Zaczął ją czytać niemal od razu, rzucając w kąt jakąś inną książkę, którą czytał. Wygląda na to, że prezent trafiony. Przynajmniej częściowo.
Oczywiście był też inny powód, dlaczego akurat te tytuły. Sama bardzo chciałam przeczytać mity prosto ze skandynawii, a do tego z każdej strony atakowały mnie pozytywne opinie o trylogii Krucze pierścienie. Więc pozostałe dwa tytuły były wyborem na zasadzie: chcę to przeczytać, a że jest na podstawie mitologii nordyckiej, to i młodemu się spodoba! 2w1? No pewnie! Nie mogę się już doczekać, aż brat skończy Dziecko Odyna, bym i ja mogła zacząć, a w międzyczasie powoli czytam Mitologię


Fantastyki ciąg dalszy

Zdjęcie tego stosiku za nic nie chciało mi wyjść tak, jak bym chciała. W każdym razie oprócz jednej pozycji, jest to same fantasy. 

Królową Tearlingu w końcu zaczęłam! Kupiłam ją na samym początku maja, a zaczęłam pod koniec sierpnia. Muszę przyznać, że z tego co do tej pory przeczytałam, jestem w stanie zrozumieć jej fenomen. Bo naprawdę mi się podoba. 
Mroczną wieżę Kinga chciałam przeczytać od lat. Tyle słyszałam o tej kultowej już serii, że wieść o filmie w końcu mnie zmotywowała. Film okazał się nie najgorszy, ale też nie dobry. Za w książce utknęłam w połowie (a ma zaledwie 260 stron; a jak odliczyć wstęp i przedmowę to na powieść zostaje ok. 220), bo King jak zwykle przytłacza mnie swoim ciężkim do przebrnięcia stylem pisania, który momentami lubię, a momentami nienawidzę. Jednak sama kreacja świata to mistrzostwo. 
Wielka biblioteka. Atrament i krew to pozycja na następne spotkanie Klubu Książki, którą planowaliśmy od dawna. Oby była dobra, bo ostatnio niestety mało jaka książka z klubu mi odpowiada. 
Następnie mamy mojego kochanego Mroza. Opis Czarnej Madonny sprawił, że musiałam ją mieć. Dopiero potem odkryłam, że po internecie krążą i złe opinie. Sama wciąż mam mieszane uczucia, a jestem dopiero niewiele po 150 stronie. Czegoś mi tam brakuje, chociaż jeszcze nie umiem określić czego. Ale jedno jest pewne, z pewnością nie czuję się tak wciągnięta w książkę jak byłam przy Chyłce czy Świcie, który nie nadejdzie.
No i ostatnią pozycją są Czerwone dziewczyny, czyli saga rodzinna, a ja sag rodzinnych nie czytam. Z reguły. Ale ta mnie  zaciekawiła kulturą Japonii. Dlatego wytrwale próbuję przebrnąć przez nieco nudnawy początek. Za to już wiem, że to jedna z tych pozycji, które chwali się za piękny język. Bo napisana jest niezwykle plastycznie i po prostu pięknie. 


Nie samym fantasy człowiek żyje

Na Światło, które utraciliśmy skusiłam się ze względu na 1) niesamowitą okładkę, 2) ciekawie brzmiącą fabułę, która sugeruje, że to nie jest zbyt szczęśliwa opowieść i 3) same pozytywne opinie, które były dosłownie wszędzie w okolicach premiery. Kupując ją miałam właśnie ochotę na coś melancholijnego, smutnego... Ale zanim zaczęłam ją czytać, ochota na te klimaty mi przeszła i teraz książka czeka na półce, aż znów nabiorę chęci na taką opowieść. 
Za to po Czereśnie zawsze muszą być dwie jechałam w wielkiej ulewie do miasta obok (to nie tak, że nagle zamknęli wszystkie cztery Empiki w moim, ja po prostu chciałam odwiedzić koleżankę w pracy ;p). Śledziłam recenzje tej książki od premiery. To jeden z tych nielicznych przypadków, gdzie tytuł intryguje mnie bardziej, niż okładka czy opis. Dlatego gdy była promocja, nie mogłam przejść obok obojętnie! Nawet jeśli musiałam zmoknąć. Do tego próbuję czytać więcej polskich autorów, co w ostatnich miesiącach nie wychodziło mi tak dobrze, jak na początku roku. Trzeba to nadrobić!  


Nocny film to ostatnio jedyna książka, której czytanie mi idzie dobrze. Bo właściwie nic innego ostatnio nie czytam, bo zwyczajnie nie potrafię (Niemoc Czytelnicza ma się aż za dobrze). Miałam ochotę na dobry thriller, kryminał... Ostatnia książka z tego gatunku była dla mnie katorgą (ostatni post), więc teraz rozkoszuję się lekturą Nocnego filmu, który jest genialny! 
Mój 12-letni brat miesiąc temu stwierdził, że chce przeczytać Harry'ego po angielsku, więc... No więc kupiłam, a on po czterech stronach stwierdził, że chyba coś mu nie idzie. Ale za to ja w końcu będę mogła go dokończyć, bo ebook jaki kiedyś miałam, był tak źle zrobiony, że byłam skłonna kupić lupę. 
Po obejrzeniu filmu Ponad wszystko zachciało mi się książki, ale w oryginale, ale okazało się, że na arosie się skończyły. Wracałam na stronę co kilka dni, sprawdzając, czy nie mają jej znowu. Nie mieli, ale za to pojawiło się kilka egzemplarzy The sun i also a star, więc widząc kuszącą cenę, nie mogłam się nie zdecydować. No i mam, nawet zaczęłam (jestem na, uwaga, dziewiątej stronie!), ale Niemoc Czytelnicza trzyma, a It ends with us wciąż czeka, aż doczytam je jeszcze przed polską premierą (ciekawe, czy mi się uda, hmm...). 



Ostatnio dużo przyjemności sprawia mi prowadzenie książkowego zeszytu. Nie jest to takie typowe #bujo, jakie teraz jest modne, ale mój własny book-bujo. Robię sobie listy priorytetów na dany miesiąc, odhaczam już przeczytane książki, zapisuję obejrzane filmy i seriale. Od teraz nic mi nie umyka, a ja mam motywację, by jakąś pozycję w końcu przeczytać, by móc zaznaczyć, że to zrobiłam i tym samym zmniejszyć listę. 
Postanowiłam we wrześniu przezwyciężyć Niemoc Czytelniczą i przeczytać co najmniej sześć książek. Póki co mam za sobą jedną ;____;


Pocieszam się jedynie faktem, że choć nie czytam, to dużo oglądam. Dawniej nie przepadałam za serialami, bo szybko się nudziłam. Teraz odkrywam magię miniseriali, albo tych, które mają mało odcinków w sezonach. Od kilku dni mam też Netflixa, więc lista do oglądania wydłuża się jeszcze bardziej. ;) 


Jakie macie opinie o książkach z moich stosików? Co według was powinnam czytać w pierwszej kolejności? Chociaż często wybory są trudne, ja bardzo lubię te czytelnicze dylematy! :P 

You Might Also Like

8 komentarze

  1. "Królową Tearlingu" mam w oryginale na Kindelku i jak tylko skończę wspomnienia Kadzia siatkarza, natychmiast się za nią zabieram (przede wszystkim ze względu na brak pozycji papierowych i odległość jakichś 8 tysięcy kilometrów od mojej biblioteczki;)) z ogromną nadzieją na wspaniałą fantastyczną podróż.

    "Czerwone dziewczyny" przeczytałam z przyjemnością tym większą, że japońska literatura w dużej mierze zupełnie mi nie podchodzi, a tu proszę, pozytywna niespodzianka. Co prawda książka jest powolna do samego końca, ale nie zrażaj się, uważam, ze warto:)

    O "Nocnym filmie" wiele słyszałam i czekam na Twoją opinię, jeśli również będzie pozytywna, to w październiku sobie go zakupię.

    Trzymam kciuki za przebrnięcie przez większą część stosiku przed rozpoczęciem zajęć ✊🏻

    Pozdrawiam,
    Ania z http://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie lubię japońskie klimaty, więc tym bardziej chcę ją doczytać do końca. Nocny film jest naprawdę dobrym thrillerem, więc myślę, że w recenzji będę piać z zachwytów. :D

      Usuń
  2. Ja Dzieckiem Odyna się zachwyciłam, ale Zgnilizna mnie całkowicie zniechęciła, według mnie nie utrzymała poziomu pierwszego tomu - zaczęłam nawet czytać trzecią część, ale już w ogóle się nie mogłam wciągnąć, więc zostawiłam Krucze Pierścienie. Szkoda, bo miało potencjał.
    No i bardzo bym chciała przeczytać coś (WRESZCIE) Gaimana, tyle dobrych słów o nim słyszałam. ♥
    medycy nie gęsi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie słyszałam, że drugi tom jest zupełnie inny, ale trzeci spaja pierwszy i drugi, że wyjaśnia wszystko. Więc może kiedyś warto dokończyć. ;) A Gaimana warto, naprawdę. :D

      Usuń
  3. "Nocny film" ma świetny klimat, ale mnie troszkę rozczarowało zakończenie. "Mitologię nordycką" Gaimana mam w planie, ale wydaje mi się, że szybciej sięgnę po "Amerykańskich bogów", bo serial czeka ;) A "Słońce też jest gwiazda" jest w porządku. Bez szału, ale lepsze od "Ponad wszystko" :) Za to serię "Królowa Tearlingu" uwielbiam i co ciekawe pierwszy tom był dla mnie najsłabszy. Kolejne są zdecydowanie lepsze, bo akcja się rozkręca.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też planuję Amerykańskich bogów, a najlepiej byłoby w ogóle zebrać wszystkie książki w serii okładek Dark Crayona. :D

      Usuń
  4. Kurcze, tyle tutaj książek, że za bardzo nie wiem, na temat której napisać ;) Sama też prowadzę podobny zeszyt, chociaż ja zapisuję, jakie książki przeczytałam w danym miesiącu i robię tam notatki do recenzji. Bardzo lubię pisać i sprawia mi tu dużo przyjemności..

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zapisuję przeczytane w miesiącu, ale ostatnio głównie skupiam się na przeróżnych listach. Fajna sprawa z tym. :D

      Usuń

Subscribe