Wyspa, Sigríður Hagalín Björnsdóttir

12.3.18



Swego czasu niesamowicie uwielbiałam dystopie — lubiłam czytać o świecie innym, niż znamy z aktualnego życia. Czytając opis Wyspy, zapragnęłam wrócić do takich lektur. Islandia odcięta od reszty świata brzmi przerażająco, ale i w pewien sposób fascynująco. Nie musiałam się długo zastanawiać nad zakupem.


Moim pierwszym zdziwieniem odnośnie Wyspy była jej grubość! Ta historia liczy niecałe 300 stron, ale za sprawą twardej oprawy i grubych kartek sprawia wrażenie, jakby miała tych stron znacznie więcej. Z początku nie wiedziałam, czy to dobrze, czy źle. Po przeczytaniu wciąż nie wiem — z jednej strony ta ilość stron wydaje się akuratna, bo autorka daje nam tyle informacji, ile trzeba, jednocześnie wciąż utrzymując ten tajemniczy klimat, z drugiej jednak chciałoby się czytać więcej i więcej.


Kolejny raz zdziwiłam się, gdy już zaczęłam czytać. Nie przepadam za literaturą skandynawską, a islandzka jest do niej bardzo podobna, z prostego powodu — ich szyk zdania jest taki pokrętny, że zwyczajnie zdania są kulawe i nieporadne. Sigríður Hagalín Björnsdóttir mnie zachwyciła swoim stylem — owszem, zdania są czasem pokrętne, bo czasem nagle w narracji pojawia się wypowiedź oddzielona przecinkami, chociaż dwie linijki niżej mamy już normalne dialogi. Mimo tych „dziwactw” i dość prostego, dziennikarskiego stylu, który skupia się w większości na faktach, język, jakim posługuje się autorka, tworzy coś fantastycznego. Opisy sprowadzają się do tych najpotrzebniejszych — nie znajdziecie tu opisu pagórka na dwie strony, o nie. Dziennikarskie doświadczenie autorki przekłada się na tę powieść i jest to jej wielka zaleta. Sama Islandia nie jest przedstawiona w sposób malowniczy, bo Björnsdóttir postawiła na opis społeczeństwa, które definiuje nam Islandię w zupełnie inny sposób.

Historia mieszkańców odciętej od reszty świata Islandii przedstawiona jest z kilku perspektyw. Mamy tu Hjaltiego, dziennikarza, który w opozycji Ulfhildur pokazuje nam, jak bardzo w obliczu zagrożenia mediami manipuluje rząd, a media ludźmi. Jak bardzo ten obraz potrafi być przekrzywiony — zataja się informacje pod pretekstem dbania o bezpieczeństwo społeczeństwa. Hjalti i Ulfhildur pokazują dwie strony medalu i ten moment, kiedy trzeba się zdecydować, czy chce się mówić prawdę, czy dać się omamić ułudzie.

Mamy też Marię, hiszpankę z obywatelstwem islandzkim, skrzypaczkę. Postać, której zupełnie nie polubiłam przez jej zbytni egoizm, wyrachowanie i chłód. I od pewnego momentu mamy też perspektywę jej córki, Margret, której wątek jest tym młodzieżowym spojrzeniem na zaistniałą sytuację.

Pojawia się też perspektywa tajemniczego mężczyzny, którego to rozdział tytułowane są jako Głód. Kim jest, gdzie jest i dlaczego jest, gdzie jest? Takie pytania towarzyszyły mi niemal do samego końca, ponieważ jego momenty pojawiają się regularnie co jakiś czas i od samego początku wiadomo, że to fragmenty z przyszłości. Ten zabieg dodaje niepewności, chociaż ja dość szybko domyśliłam się, kim jest mężczyzna. Dodatkowo, oprócz dwóch czy trzech fragmentów oczami Leifura, brata Hjaltiego, mamy też urozmaicenie w postaci artykułów z gazety.

Wyspa jest niepokojącym obrazem. Jednak bardzo potrzebnym. Można w pewnych kwestach, głównie tych społecznych, odnieść historię z Wyspy nie tylko do Islandii, ale i do każdego innego miejsca na świecie. Warstwa socjologiczna i społeczna Wyspy to istne cudo. Björnsdóttir nie stara się na siłę wchodzić w psychikę bohaterów i tłumaczyć, dlaczego ich wybory były takie, a nie inne. Jedynie pokazuje, do czego konkretne zachowania prowadzą.

Wyspa to powieść stawiająca mnóstwo pytań — zwłaszcza tych niewygodnych. Opowieść chłodna, ale zarazem wstrząsająca. Mimo iż wyzuta z opisów (a nawet zwłaszcza z tego powodu), działa niesamowicie na wyobraźnię. Mamy tu przedstawioną bardzo niewygodną sytuację całego społeczeństwa, cały szereg różnorodnych bohaterów i ich wyborów, które pociągają za sobą różnorakie konsekwencje. I mimo tej niepokojącej wizji, przedstawionej w Wyspie, wręcz delektowałam się lekturą, a was serdecznie zachęcam do zapoznania się z historią Hjaltiego i reszty. Z historią wyspy, która z pięknego miejsca, dla niejednego stała się piekłem.

10/10

Zapraszam was do Rude recenzuje, gdzie jest niesamowity >wywiad< z autorką Wyspy!

Eyland | Wyspa
Sigríður Hagalín Björnsdóttir
tł. Jacek Godek
Wydawnictwo Literackie, 2018
285 stron

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu 3cm

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Jak dla mnie brzmi świetnie i na pewno będę chciała ją przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam już wiele o tej książce i jestem w niej zakochana, muszę po nią sięgnąć. Twoja recenzja mnie jeszcze w tym utwierdziła dodatkowo...

    Dodaję bloga do obserwowanych.

    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/03/elizabeth-i-jej-ogrod-elizabeth-von.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chcę przeczytać tą książkę. Jest w fajnym klimacie, fabuła wydaje mi się ciekawa i , jak sama piszesz, skłania do przemyśleń, a to naprawdę cenię w książkach :)

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń

Subscribe