Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renée Carlino

30.4.18



Nie będę ukrywać, że po Zanim zostaliśmy nieznajomymi sięgnęłam z powodu... okładki. Nie było to jedynym powodem, bo opis również bardzo mnie ciekawił, chociaż głównie z powodu podobieństwa do innej książki — Światło, które utraciliśmy. I od razu wam powiem, że jestem tą historią absolutnie zachwycona.


Historię Matta i Grace poznajemy na dwóch płaszczyznach — tu i teraz, oraz piętnaście lat wcześniej, gdy się poznali i powoli w sobie zakochiwali. Renée Calino podzieliła swoją opowieść na trzy części — w pierwszej towarzyszymy Mattowi, nieco już styranemu życiem fotoreporterowi, który rozwiódł się z żoną i przypadkiem zauważa w metrze swoją dawną miłość, a jego uczucia odżywają na nowo. W drugiej części śledzimy losy Matta i Grace w collage'u i cierpimy razem z nimi pod koniec. W trzeciej cierpimy razem z nimi dalej, bo autorka kontynuuje część pierwszą.

Mniej więcej wiedziałam, czego mogę się po Zanim zostaliśmy nieznajomymi spodziewać — w końcu to romans, w dodatku brzmiący nieco podobnie do powieści Jill Santopolo. Spodziewałam się szczęśliwego zakończenia, dlatego więc trzecia część zaskoczyła mnie faktem, że co chwilę wybuchałam płaczem. Co zdarza się u mnie dość rzadko. Co się już uspokoiłam, to kolejny akapit wyciskał ze mnie kolejne litry łez. Motyw fotografii i opuszczenia swojej ukochanej ze względu na rozwój pasji, to kolejny podobny motyw, do którego jednak Carlino podeszła delikatniej, z większym wyczuciem niż Santopolo. Matt żył fotografią, co widać bardzo mocno w części drugiej. Pasja Grace do wiolonczeli również była niesamowita. Dodawała tej postaci delikatności, która pozwalała mi odpocząć od jej dziwnych wybryków i pomysłów.

Zanim zostaliśmy nieznajomymi pokazała mi, że nawet typowy romans może mnie doprowadzić do łez, jeśli tylko jest dobrze napisany. Jest zadziwiająco realny. Pokazuje, jak czyjeś widzimisię czy zawiść i zazdrość mogą zniszczyć komuś życie. I uświadomiło mi, że są jeszcze książki w tym gatunku, które potrafią całkowicie mnie zaabsorbować i pozwalają żyć życiem bohaterów. Pokochałam Matta, dlatego ostatnich kilkadziesiąt stron było dla mnie ciosem w serce. Pokochałam Grace za jej dziwaczność. Znienawidziłam Elizabeth, za to, jak potraktowała Matta. Pokochałam każdą inną postać w tej książce i zupełnie nie chciałam jej kończyć.

Renée Carlino napisała niesamowitą, uczuciową książkę, która wyzwoliła we mnie mnóstwo emocji. Zachwyciła mnie swoim stylem — pięknym, plastycznym, opisowo ukazującym uczucia. Jestem absolutnie zakochana w tej powieści i niesamowicie mocno was zachęcam do jej przeczytania. To coś więcej, niż zwykły romans.


10/10 

Before We Were Strangers. A Love Story | Zanim zostaliśmy nieznajomymi
Renée Carlino
tł. Martyna Tomczak
Wydawnictwo Otwarte
325 stron

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu 2,1


You Might Also Like

5 komentarze

  1. Widzę, że miałaś podobne odczucia co ja :D Też zdarzyło mi się uronić przy niej łzy! Ale sama historia jest w sobie naprawdę piękna :) Z początku obawiałam się tej książki, ale potem szybko się przekonałam, że były to bezpodstawne obawy :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Choć na co dzień unikam takich klimatów, dla tego tytułu byłabym skłonna zaryzykować, bo zapowiada się bardzo apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka tej książki jest tak piękna, intymna i ma w sobie coś, co po prostu zachwyca, że warto chyba mieć tę książkę nawet tylko dla niej :) Ja bardzo chcę ją przeczytać i mam nadzieję, że po skończeniu, będę tak zachwycona jak ty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie odpoczywam od tego typu historii, ale jak tylko najdzie mnie znowu na nie ochota, to chętnie zobaczę czy i ja będę nią zachwycona.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę wysoka ocena, dlatego zapisuję sobie na liście, bo czuję się zachęcona :D

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń

Subscribe